30.06.2019 Rysy +

Tu przedstawiamy nasze relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
sprocket73
Turysta
Turysta
Posty: 712
Rejestracja: 09 czerwca 2011, 15:06
Lokalizacja: Jaworzno

30.06.2019 Rysy +

Post autor: sprocket73 » 02 lipca 2019, 23:15

Często nawet przy najpiękniejszej pogodzie nad Tatrami Wysokimi zbierają się chmury. Tym razem wszystkie prognozy zgodnie twierdziły, że ma nie być ani kawałka chmurki przez cały dzień. Postanowiliśmy to sprawdzić i wybraliśmy się na Rysy z Popradskégo plesa. Udało się wcześnie wstać i sprawnie dojechać na miejsce. 6:30 byliśmy już na szlaku i rześkim krokiem pędziliśmy w kierunku szczytów i wschodzącego słońca.

Obrazek

Śniadanie wypadło nam dopiero w Kotlinie Žabích plies, bo chcieliśmy mieć ładne widoki i słońce, które do tej pory cały czas chowało się za skałami.

Obrazek

Ależ było to przyjemne i obfite śniadanie.

Obrazek

Obserwowaliśmy ludzi, którzy pojawiali się w coraz większej ilości. Na dole było przygotowanych kilkadziesiąt zestawów do wyniesienia dla chcących spróbować swoich sił turystów. Chętnych na zostanie amatorskim tragarzem, było naprawdę sporo.

Obrazek

Weszliśmy w strefę sztucznych ułatwień. Drabinki, stupaćki... cuda.

Obrazek

Tak naprawdę mogłoby ich tutaj nie być. Kiedyś był tylko pojedynczy łańcuch.

Obrazek

Powyżej strefa śniegu. Widać też innego psa, który zdobywał Rysy.

Obrazek

W tym miejscu naszła mnie pewna refleksja. Ostatnio wiedzę o górach czerpię z fejsbukowej grupy miłośników Tatr. W ostatnim czasie regularnie padało tam pytanie, czy na Rysy potrzebne są raki i zawsze eksperci odpowiadali, że tak - są nieodzowne, aby nie narażać zdrowia ratowników. Ja nawet nie rozważałem zabierania raczków do plecaka na wszelki wypadek. Na miejscu tylko nieliczni mieli taki sprzęt, ale zdarzały się jednostki w pełnym ekwipunku zimowym, z normalnym czekanem. Moją uwagę zwrócił gościu, który będąc w rakach ślizgał się na potęgę. Stawiał stopę delikatnie, czekan tylko lekko opierał o śnieg, w momencie przeniesienia ciężaru stopa zjeżdżała mu razem z miękkim roztapiającym się śniegiem pod rakiem, a czekan nie dawał żadnego punktu podparcia. Żeby się nie ślizgać wystarczyło tylko mocniej wbić nogę, bo pod spodem była warstwa twardszego śniegu, który był stabilny. No cóż... liczy się technika, a nie sprzęt. Poczułem się "lepszy", choć to brzydkie było - nie powinienem.

Docieramy do Chaty pod Rysami.

Obrazek

A potem na przełęcz Waga.

Obrazek

Widok na Dolinę Ciężką. Ze szczytów mamy tu Ganek, Gerlach, Łomnicę, Lodowy.

Obrazek

Na zachód. Mięgusze, Koprowy, Krywań. Tatry Zachodnie w tle. No przepięknie.

Obrazek

Na Rysy idą tłumy.

Obrazek

W tym miejscu pozwoliłem sobie na kolejną refleksję. Pośród tych wszystkich ludzi, niektórzy urwali się jakby z innej bajki. Przykładowo jest taka młoda ładna dziewczyna. Na nogach ma tenisówki (nawet nie buty trialowe czy biegowe), tylko takie tenisóweczki odpowiednie na sopockie molo. Dżinsowe spodenki. Bluzeczka, z pewnością modna, ale nawet nie sportowa. Plecaczek z wielkim logiem ekskluzywnej firmy odzieżowej. Jeździ po żwirze jak po lodzie, ze łzami w oczach. Na kolanie ślady obtarcia o kamienie. Jej men pomaga jak może, ale też trochę nieporadny. Wyglądają jakby teleportowali się z tutaj wprost z imprezy. A jednak walczą. Znowu poczułem się "lepszy" i znowu zaraz potem zrobiło mi się trochę wstyd.

Na wierzchołku ludziów jak mrówków. Z nieba leje się żar.

Obrazek

Znajdujemy kawałek miejsca dla siebie. Pijemy piwko. Tobi podziwia widoki.

Obrazek

Rozpoczynamy sesje zdjęciowe. Jest jaskółka.

Obrazek

Portret psa.

Obrazek

No i ten najwyższy punkt w Polsce. Mimo tłoku ludzie na szczycie są radośni i przyjaźni.

Obrazek

Widok na Morskie Oko i można wracać.

Obrazek

Po południu temperatura osiąga apogeum. Słońce przypieka a wiatru praktycznie nie ma.

Obrazek

My schodzimy, a do góry podchodzą największe tłumy. Można powiedzieć, że jest kolejka jak na Giewont.

Obrazek

Ale o co chodzi z tym "plusem" w tytule? Otóż żyjemy w czasach, kiedy wszyscy dostają jakieś plusy, bo im się należy. Ja też wymyśliłem plusa dla nas, druga honorna góra - Koprowy Wierch (Kôprovský štít 2363), o ile starczy czasu. Czasu starczyło, bo była ledwie 14:00. Niestety im niżej tym bardziej upalnie. Cudne widoki trochę rekompensowały trudy, ale siadła nam psychika - myśl o tym, że trzeba będzie znowu tyle podchodzić w tym upale odbierała ochotę.

Obrazek

Kombinowałem więc, co tu zrobić. Wzrokiem intensywnie szukałem jakiejś ścieżki, która byłaby skrótem do Doliny Hińczowej i w końcu coś dostrzegłem, nie tyle ścieżkę, co teoretycznie łatwe dojście, pozwalające zachować posiadaną wysokość. Patrząc na to zdjęcie, mniej więcej na wprost. Na szybko szacowałem, że zajmie nam on jakieś 20-30 minut, zamiast ponad godzinę szlakiem. Czyli zysk ok. 40 minut czasu i sporo zaoszczędzonych sił (200 metrów w pionie). Jednym słowem wspaniały fantastyczny skrót.

Obrazek

Na miejscu wyglądało to trochę inaczej. łagodne podejście łączką było pionową ścianą, na której ledwie dawało się utrzymać. Jakież to było męczące, a do tego niebezpieczne.

Obrazek

Potem okazało się, że część trasy była zasłonięta, a to co się odsłoniło wyglądało nieprzejściowo z powodu kosówki. Obejście górą się nie powiodło, mimo podjęcia próby. Obejście dołem wyglądało lepiej, choć cały misterny plan oszczędzenia sił przestał być już tak oczywisty. W każdym razie po pionowej trawiastej ścianie, po której tu weszliśmy, wolałem nie schodzić. Parliśmy więc do przodu w takim kamienistym terenie.

Obrazek

Objawiła się kolejna przeszkoda - Hińczowy Potok. Znajdowaliśmy się w stromej ścianie i do pokonania mieliśmy kaskady wodospadów.

Choć nie było czasu i okoliczności na kolejne refleksje, mimo wszystko do mojej głowy napływały różne myśli. Przede wszystkim podziwiałem bezmiar własnej głupoty. Jak można było wymyślić coś tak niedorzecznego jak spontaniczny skrót biegnący w poprzek progu doliny. Przecież mam na tyle doświadczenia, że taki pomysł powinienem odrzucić... widocznie mózg się przegrzał. Byłem też trochę zły, że będziemy mieli wypadek w takim miejscu i będą o tym pisać w internetach zastanawiając się co się właściwie stało, że się tam znaleźliśmy. W końcu, jak sobie przypomniałem, że jeszcze przed chwilą czułem się "lepszym" turystą, bardziej pasującym do gór niż inni ludzie na szlaku, ogarnęła mnie szczera wesołość. Jak to się wszystko szybko może zmieniać... ot życie :)

Obrazek

Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, jak zawsze. Doszliśmy do szlaku w Dolinie Hińczowej, jednak byliśmy skrajnie wyczerpani fizycznie i psychicznie. Jak ochłonęliśmy sprawdziłem zdjęcia, aby ustalić ile czasu faktycznie zajął nam "skrót". Aż ciężko było uwierzyć - 3 godziny. Zupełnie straciłem tam poczucie czasu.

Obrazek

Na Koprowy nie było już za bardzo możliwości, ale przede wszystkim ochoty. Wyciszyliśmy emocje nad Wielkim Hińczowym Stawem. Było tak pięknie i spokojnie.

Obrazek

A na powrocie szliśmy wolniutko noga za nogą, głównie rozglądając się dookoła i ciesząc się życiem. Hińczowa Dolina to bardzo ładne miejsce.

Obrazek

Powrót asfaltem to zawsze najtrudniejsza część wycieczki. Nogi wchodzą do tyłka i wszystko zaczyna boleć. Tylko Tobi wciąż był pełen energii.

Obrazek

Przy aucie jesteśmy 20:30, czyli po 14 godzinach akcji. Mam nadzieję, że z tej wycieczki na zawsze zapamiętam, żeby nie robić spontanicznych skrótów bez przygotowania topograficznego.
Awatar użytkownika
jedrek4
Turysta
Turysta
Posty: 65
Rejestracja: 26 września 2018, 19:27

Re: 30.06.2019 Rysy +

Post autor: jedrek4 » 03 lipca 2019, 11:11

Złożona samokrytyka czasem bywa trudniejsza niż zdobycie np Koprowego ;)
Odpowiedz