Śladem zakoli Dniestru i skalnych monastyrów

Tu przedstawiamy nasze relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1489
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Śladem zakoli Dniestru i skalnych monastyrów

Post autor: buba » 25 września 2018, 11:16

Dojazd na Ukraine zajmuje nam nieco ponad dwa dni. Czasem i w Polsce nadarzy sie jakas fajna sytuacja na drodze… Szkoda, ze tak rzadko...

Obrazek

Pierwszego dnia docieramy w rejony Tarnowa a dokladniej Borzęcina. Wioska ta jest dla mnie szczegolna ze względu na opowiesci babci. Wlasnie do niej jezdzili przed wojną na wakacje, bo mieszkała tu jakas ich daleka rodzina. I byl kuzyn Edek, ktory charakteryzowal sie tym, ze ciagle spadał z drzew i dachow, i mial w zyciu chyba wszystko złamane, co mozna sobie złamac i mimo to przezyc. I ten ów Edek zabierał ich - miejskie dzieciaki z Krakowa, na wycieczki po okolicy. Na wielkie przygody, ktore wspomina sie do konca zycia.. Spali w stodole i w nocy przy swietle ksiezyca, potajemnie przed rodzicami, wyprawiali sie konno gdzies za wies. Edek potrafil łapac na lasso dzikie konie… Kąpali sie tez w jakis bajorach, palili ogniska i piekli w nich żaby. Edek żaby wrzucal zywcem do ognia - i żaba jest ponoc gotowa do spozycia gdy strzeli. Wtedy sie ją wyjmuje i zjada udka. Zeby sie w miare najesc to trzeba zjesc kilkadziesiat udek.

Dzis ja tez jestem w lasach pod Borzęcinem, obok w stawku przegląda sie ksiezyc.. I płonie ognisko - wprawdzie bez żab - ale żaby w jeziorku są. A ja sobie patrze w ciemnosc i rozmyślam.. I wydaje mi sie przez chwile, ze moje spojrzenie krzyzuje sie ze wzrokiem tych dzieciaków sprzed prawie 90 lat… Ponoc są takie momenty w ksiezycowe noce gdy czas przestaje miec znaczenie…

Stawki, przy ktorych rozkladamy sie biwakiem, sa pozostałosciami po jakis wyrobiskach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nad naszymi jeziorkami jest sporo zdziczalych drzew owocowych - zapach gnijacego jabluszka wypelnia wiec okolice aromatem jesieni.

Obrazek

Są tez łabedzie, ktorych kabak sie boi. Tłumaczy jednak, ze boi sie tylko tych doroslych - łabedziowych dzieci nie - i wrecz ma ochote je pogłaskac…

Obrazek

Obrazek

A wokol polne drogi..

Obrazek

Obrazek

Teren w ogole tu jest obfity w glinianki i inne piaskownie - mniej lub bardziej czynne..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Radłowie rzuca sie nam w oczy przystanek autobusowy - model wręcz estonski. To prawie pałac! Pelni tez funkcje biblioteki bezobsługowej..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niestety bardzo szybko zostajemy sprowadzeni na ziemie. “Halo - tu nie Estonia! W Polsce jestesmy!” Szczelne i zaciszne przystankowe komnaty sa zamkniete na cztery spusty… Po kiego diabła bylo wiec to cudo budowac?

A to juz Pogorze Przemyskie. I moj ulubiony most w Mrzygłodzie. Jeden z dwoch tak klekoczących jakie znam (drugi w Osmołodzie). Spalismy kiedys pod nim. Wrazenia ciekawe i zapadające w pamiec! Miejscowi jak widac juz sie znudzili tą atrakcją ;)

Obrazek

Kolejny nocleg to Siemiuszowa i wypasna wiata gigant. Od naszego ostatniego pobytu ławy wyemigrowały na zewnatrz wiaty, a w srodku pojawil sie stolik i krzesełka. Zabieraja je wedkarze gdy idą łowic w zbiorniku przeciwpozarowym na łące obok. Zawsze łypią na nas nieufnie - chyba nie lubią miec świadków ;)

Obrazek

A nad glowami krąży nam spory ptaszor!

Obrazek

Przy ognisku są wylozone pienki na opał, ale to chyba jakies drzewa przedpotopowe z gatunku skamieniałych. Toperz walczy z nimi godzine i konczy sie wynikiem 1:1. Tzn. i siekiera i pieniek sa nieco poszczerbione ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pierwszy raz jemy kukurydze pieczoną w ognisku! To jest mega odkrycie! Pycha!

Obrazek

Poranek w Siemiuszowej.

Obrazek

Obrazek

Za wiatą lezy jakas stara lodówka czy pralka z dziwną kartką...

Obrazek

Przed wjazdem na granice odwiedzamy jeszcze miły sklep w Roztoce - szlag wie ile czasu przyjdzie spedzic na przejsciu, robimy wiec zapasy wody i żarcia.

Obrazek

Tu przystanek tez mają gigantyczny!

Obrazek

Obrazek

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1489
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Śladem zakoli Dniestru i skalnych monastyrów

Post autor: buba » 26 września 2018, 10:44

Granica w Krościenku jest pusta. Zamknieta czy jak? Wjezdzamy. Podniesione szlabany, nie chca nawet zaglądac do bagaznika. Szybka odprawa, nawet kabaka nie musimy wyjmowac z busia. Pogranicznik sie smieje - “A po co wyciagac dziecko? Przeciez i tak jest totalnie niepodobne do tego niemowlaka na zdjeciu”.. Fakt… Troche sie zmienila przez ostatnie 3 lata ;) Dobrze, ze jest zdjecie dwulatka w rosyjskiej wizie z zeszlego roku - bo na powrocie to jemu sie wszyscy przygladali najbardziej ;)

Przed nami jest tylko jedna para, która gawędzi z pogranicznikiem jak ze starym kumplem. Chyba nie pierwszy raz rozmawiają. Ich auto zostalo na Ukrainie i z jakis tajemniczych powodow nie moga go przywiesc do Polski. Mają czerwone paszporty, plynnie mowia po polsku - wiec chyba Polacy? Zawsze wlasnie problem byl odwrotny - nie chcieli wypuscic z Ukrainy jak ktos wjechal autem i je zgubil na wycieczce.. Wiec o co tu biega? Straznik jest nieugięty - on nic nie pomoze w sprowadzeniu samochodu..

W Chyrowie szukam mojej ulubionej karuzeli. Tej co byla chyba pozostaloscią jakiegos wesolego miasteczka z dawnych lat, co trzech chlopa musialo ją rozkręcac a zatrzymac nie mial odwagi nikt. Raz mialam okazje byc swiadkiem jak rozkrecali ją liną przywiazaną do motocykla - to byla moc! Chcialam pokazac ją kabaczkowi… Niestety, karuzela wyparowala albo ja zaznalam jakis zaburzen pamieci i nie potrafie jej znalezc. Tu jej ostatnie zdjecie, z maja 2009.

Obrazek

Konczy sie wiec na hustawkach, tez fajnych, normalnych, na żerdziach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przed Drohobyczem miga nam jakas pryzma płyt, flagi, napisy “wysypisko” i “pokojowa akcja” czy jakos tak. Bylo tam wiecej napisow, ale w pierwszy dzien pobytu oko jeszcze nie przywykło do mimowolnego czytania innej czcionki. W Drohobyczu jak zawsze sie gubimy wiec mamy okazje przeszlajac sie wszystkimi zadupiami miasta. A ono nas wita pryzmami śmieci, jakich w zadnym innym tutejszym miasteczku, ani teraz ani nigdy wczesniej, nie mialam okazji ogladac. Klimaty iscie albańskie, z ryjącymi stadami psów.. Przypomina nam sie mijane wczesniej oflagowane wysypisko. Czy ma to jakis zwiazek?

Obrazek

Obrazek

Sprawa nie daje nam spokoju. Zawijamy wiec i na wysypisko. Na wjezdzie lezy pryzma betonowych płyt, sa flagi i jakies odezwy. Byly napisy, ze "pokojowa akcja" i "smietnisko zamkniete". Byla tez data 2008, wiec raczej chyba sprawa dawna. Byl tez usypany wał, zeby nie wjezdzac autem dalej i jakas budka- namiot, ze stołem z lodówki, kubeczkami i swietym obrazem na scianie. Nie wydaje mi sie, ze to stało 11 lat - stan prowizorycznego "namiotu" byl zbyt porzadny. Kręcilismy sie tam chwile, ale ludzi zadnych nie spotkalismy aby cos wiecej sie dowiedziec. Glupio mi bylo zaczepiac miejscowych w miescie i pytac "panie, czemu macie zamkniete wysypisko" - zwlaszcza, ze nie znam ukrainskiego, a uzywanie polskiego czy rosyjskiego przy (przypuszczam) dosc drazliwym temacie mogloby sie nie spotkac z wyrazami sympatii ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z przeszukiwan internetu po powrocie to cyrki tam byly niemałe, byly nawet jakies bijatyki miedzy lokalnymi władzami a aktywistami. Ponoc miejscowi zablokowali wysypisko, twierdzac, ze śmieci sie juz tam nie mieszcza i trzeba zrobic nowe. Wynik protestu jednak okazal sie raczej niepomyslny, bo w smieciach utonelo miasto..

Za Stryjem skrecamy w boczne drogi. Jedziemy na Strilkiw, Sychiw.

Obrazek

Noclegu mamy zamiar szukac nad rzeką Swycza, miedzy Łapy Sokoliwski a Mali Diduszicy. Miejsce jest… ale obsiadniete przez okolo 20 znudzonych wyrostków. Ledwo sie pojawiamy złazi sie toto jak szakale do padliny i łypie spode łba. Grupka nieco starszych chlopakow stoi przy autach i obłapia sie z panienkami. A takie 10-12 latki chyba podglądaja ich z mostu. Pojawienie sie nieznanego we wsi auta powoduje, ze jedni i drudzy tracą zainteresowanie swoimi wczesniejszymi czynnosciami. Nic tu po nas. Spadamy! Gdziekolwiek. Jest to ostatnie miejsce w jakim chcielibysmy spedzac noc..

Jedziemy przez Podorożje, Suliatyczi, Wolodymircy. Wszedzie snują sie dymy mieszajace sie z mgłami znad okolicznych młak.

Obrazek

Trwają wykopki a tu jest jeszcze normalnie i masowe wypalanie ziemniaczanych kłaczy nikogo nie bulwersuje. Tu jesien jeszcze pachnie dymem, tym szczegolnym dymem, ktorym jesien powinna pachniec. Przez drgające powietrze pełgają postacie z widłami, motyczkami, grabiami. Sa jak duchy z innego swiata, rozmyte, nieostre.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wory z kartoszką są wszedzie. Od razu robimy sie głodni. Przypominamy sobie, ze tez mamy w busiu worek ziemniaków - tylko ze lezy tam juz z miesiac.. Chyba juz zapuscił korzonki! Zapomnielismy o nim! (jak sie potem okazuje korzonkow nie ma a przemycone ziemniaczki na ognisko sa idealne!

Gdzies na wyboistym rozdrozu..

Obrazek

Obrazek

Miło sie jedzie tymi drogami. Nie chcac przedwczesnie zakonczyc wycieczki i miec busia w kilku czesciach - nie da sie jechac powyzej 30 km/h. Miejscowi jezdza, ale my nie umiemy. Droga jest cudnie wyboista, szeroka, meandrująca i pachnaca pyłem. Co rusz mijają nas ciekawe pojazdy - to wywrotka wypełniona po brzegi jabłkami, to motor, to traktor. Albo stado gęsi pokazuje kto rządzi na drodze!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Teren jest tu dosc ludny, dlugo nie mozemy znalezc dogodnego miejsca na biwak. W koncu osiedlamy sie nad Swyczą, niedaleko mostu za miasteczkiem Żurawno. Wieczorem idzie burza. Pioruny walą gdzies daleko a powietrze wokol nas staje sie tak lepkie, ze czlowiek siedzi i spływa, czując sie jak obłozony goracymi szmatami. Robimy małe ognisko, ktore w ogole nie chce sie palic. Chyba jest taka wilgoc w powietrzu, ze kazdy ogienek automatycznie zaraz zadusza.. To nic, ze upał klei sie do nas z kazdej strony - kabaczę znalazlo polar.. I chce byc misiem. Zarzeka sie, ze jej zimno ;)

Obrazek

Mamy tez wieczornego zielonego goscia, z ktorego najbardziej sie cieszy najmłodszy członek ekipy. Tak.. Modliszka to chyba dla kabaka najwieksza atrakcja dzisiejszego dnia!

Obrazek

Obrazek

Poranek wstaje niezwykle mglisto malowniczy. Gdzies w oddali skrzy sie do slonca złota kopuła cerkwi. Po moscie co chwile turkota furka. Kamienisty brzeg zacheca aby na nim posiedziec i poplaskac kamieniami w wode. I to zarąbiste uczucie pierwszego poranka na Ukrainie - i tej swiadomosci, ze takich porankow bedzie tu jeszcze kilkanascie!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1489
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Śladem zakoli Dniestru i skalnych monastyrów

Post autor: buba » 27 września 2018, 18:29

W wiosce Stare Seło zatrzymujemy sie pod sklepem. Takim prawdziwym klimatycznym sklepem z dawnych lat.

Obrazek

Jeszcze 10 lat temu takich na Ukrainie bylo pelno. Teraz juz blizej glownych drog czy turystycznych miejsc one znikają, dając miejsca krzykliwym, plastikowym napisom i reklamom. Tu jeszcze zachował sie duch dawnych lat. Jestesmy dopiero co po sniadaniu ale lody/piwo zmiesci sie zawsze. Zwlaszcza w takich okolicznosciach, w cieniu rozlozystego drzewa, na ławeczkach z pniaków.

Obrazek

Obrazek

Za plotem nieopodal dwie kobity, lat okolo 50, wypijają duszkiem po 3 browary na glowe i pelne energi zabieraja sie za koszenie trawy. Po polu niesie sie śpiew...

Ze Starego Seła jedziemy w strone Cwitowej. Droga wchodzi w gęsty las i oględnie mówiac, nieco traci na glownosci. Zaczynamy sie zastanawiac czy ona za chwile sie nie skonczy w jakiejs młace.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wyboisty asfalt przechodzi w szuter a potem w koleiniastą, mocno przechyloną serpentyne. Droga osiąga nieco gorski charakter. Toperz zaczyna juz nieco na mnie złorzeczyc, ze kupi sobie GPSa bo ze mną i moimi mapami to daleko nie zajedziemy. Ale buba wie co robi! :) Dojezdzamy w koncu do Cwitowej i nawet pojawia sie bardziej utwardzona, rokująca nawierzchnia.

Poczatek wsi sprawia wrazenie nieco wyludnione. Zapadniete w ziemie, zarosniete chalupy i zero żywych istot.

Obrazek

Nawet ptaki mają tu zdechłe ;) No wlasnie. Na kiju wisi ptak i chyba … kruszeje.

Obrazek

Obrazek

Nie wiem co to za gatunek i jaki jest cel jego tu przymocowania. Czy bedzie sluzyl jako posiłek gdy nabierze odpowiedniego aromatu wiatru i słonca? Czy to moze jakies voodoo wywieszone tu na szczescie albo żeby uczcic duchy pobliskiego lasu? (dla nas byly przychylne - bosmy sobie szczesliwie nic nie upierdzielili w busiu na leśnych wybojach ;))

Dalsza czesc wsi staje sie wieksza i ludniejsza. Przystaneczek mają tu ładny!

Obrazek


Jest tez kosciol, dosc nietypowy dla tych okolic. Pachnie mi nieco Dolnym Śląskiem.

Obrazek

Obrazek

Dom kultury czy inny obiekt uzytecznosci publicznej z moimi ulubionymi klapiącymi krzesełkami!

Obrazek

Koło wsi Stary Martyniw przekraczamy Dniestr mostem, przed ktorym wisi nietypowa tabliczka. Hmmm.. Co to oznacza, ze "most awaryjny"? Że mozna go przekraczac tylko w awaryjnych sytuacjach? Czy ze jest w stanie awaryjnym tzn. jest spora szansa, ze zażyjemy kąpieli? ;)

Obrazek

I teraz pytanie - ktory most mieli na mysli? ;)

Ten?

Obrazek

czy ten?

Obrazek

Bo są obok siebie ;)

Obrazek

Ciekawe jest to, ze na wschodzie bardzo rokujące biwakowo sa miejsca przy mostach. Zwykle sa tam zjazdy nad rzeke, trawiaste łąki wykorzystywane przez wypasy, wędkarzy czy piknikowanie. Mozna postawic namiot czy zadymic okolice ogniskiem z jakis nadwodnych habazi czy kłód wyłowionych z nurtów, a nawet wzbogacic jego aromat jakąs wychniętą krowią kupką ;) U nas jakos ten patent przymostowy nie działa.

Obrazek

Obrazek

Rybałka w klimatach postindustrialnych. Opadające do wody płytowiska, szkielet równoległego mostu i horyzont zamykany przez bursztynskie dymiące kominy. Błyskająca kopuła cerkwi miedzy nadrzeczną łoziną i rybki ruszające ogonami w wiadrach.. Szkoda, ze godzina jest na tyle wczesna, ze nie bardzo wypada zostac tu na nocleg…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzies dalej przy stacyjce...

Obrazek

Bursztyn wita nas klimatami przemysłowymi.

Obrazek

I wygrywa chyba w naszym prywatnym konkursie na najwieksze kablowisko! Istna pajęczyna nad głowami ciągnie sie na dosyc długim dystansie!

Obrazek

Obrazek

Jedziemy tędy nie pierwszy raz - ale wczsniej nie bylo nam dane wypatrzec tej cudnej wizji artystycznej!

Obrazek

Obrazek

Obiad postanawiamy zjesc pod sklepem.

Obrazek

Plan jest kupic mrozone pielmieni i w jakiejs wiacie na zasklepiu podgrzac je na butli (zwykle w miejscach gęsto zaludnionych nie odpalamy Marusi, gdyz niektorzy na widowiskowe wybuchy ognia w czasie ogrzewania zbiorniczka reagują dosc nerwowo ;) Ledwo wchodze do sklepu to kabaczę od progu woła: “My chcemy kluseczki” co powoduje wielkie roztkliwienie pań sprzedających oraz klientow i obsypanie dziecięcia cukierkami, batonikami i ciągnącymi sie gąsienicami żelowymi o barwie upiornie fioletowej.. I w pizduuu poszła wizja nakarmienia “kluseczkami”... Nafaszerowane po uszka słodkosciami juz słabo wciaga kluseczki…. Niby to wszystko bylo bardzo miłe... ale czasem bezmyślnosc ludzi nieco mnie osłabia…

A podsklepie jest bardzo urocze. Wiatka wysłana butelkami po piwie sugeruje, ze stałe pożywienie jest tu aplikowane niezmiernie rzadko.

Obrazek

Nieopodal stoi niewielki blok mieszkalny, a z bram i okien wylewa sie zapach jak ze szkolnej stołowki, z niewielką domieszką krochmalonej pościeli i lizolu (tak sie nazywalo to cos czym dawniej szorowano klatki schodowe?). Jejku! Jak ja dawno nie czułam tego zapachu! Czemu naszej klatki juz tym nie czyszczą?

Do wiatki raz po raz zagląda nam stadko kurek. A pranie łopocze nieopodal i nabiera aromatu słonca!

Obrazek

Przed blokiem jest chyba jakies zrodło czy inny wypływ wody o cenionych wlasciwosciach. Chyba kilkanascie razy zatrzymuje sie tu jakies auto i wysiadaja ludzie ze sporymi baniakami.

Obrazek

Klimaty okolicznych dróg.. Trasa z Bursztyna na Horodenke na mojej mapie znaczona jest jako dosyc głowna.. Ale w rzeczywistosci tak nie jest… Zawiera stopien głownosci w pelni satysfakcjonujacy buby. I sprawiający, ze trzeba bedzie zmienic plany, bo do Czerwonogradu to my dzis nie dojedziemy… ;)

Obrazek

Obrazek

Fura nie fura - zapasowe koło byc musi!

Obrazek

Taki kolega nas pozdrawia gdziesik po drodze, a błekit jego wyrazistych oczu jeszcze długo pozostaje nam w pamieci! Wyschłe źrodełko? Planowane miejsce zaopatrzenia w piwo z dzikiego browaru? Pomnik - no wlasnie, tylko czego? Ale grunt, ze barwy ma własciwe - reszta nie gra roli ;) Zresztą - nad symboliką mozna sie zastanawiac na różnych poziomach.

Obrazek

A poza tym duzo dzis spotykamy bilbordowych mundurowych - żołnierze, marynarze, strażacy, robotnicy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tu wspomnienie dawnych “mechanizatorow” ;)

Obrazek

Słonce coraz nizej wiec wypatrujemy jakiegos miejsca na biwak....

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1489
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Śladem zakoli Dniestru i skalnych monastyrów

Post autor: buba » 02 października 2018, 20:16

Na nocleg zatrzymujemy sie przy moście miedzy wioskami Potocziszcze i Usteczko. Jest tu wielki napis o granicy obłasti i stoi kilka wiat na pagórku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieczor za pasem a nam sie jakos nie chce palic ogniska. Dzis mamy inne atrakcje. Idziemy na most. Tak ot, sie pogapic, posłuchac. Jak plynie woda, jak snują sie mgły i dymy, jak miejscowi łowią rybki, jak krowy muczą czy dzwoni cos przerazliwym skrzypiącym dzwiekiem na wyładowanej niesymetrycznie cieżarowce. Robimy juz zaklady czy sie wykopyrtnie na moscie czy nie. Ale pojechala dalej a dalsze losy tego dziwnego ładunku nie są nam znane.

Juz tu Dniestr płynie głebokim wąwozem a teren staje malowniczo pofalowany.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najbardziej podoba mi sie zatopiona barka lub inny wrak jakiegos żelastwa, ktory obecnie tworzy malutką, rybaczą wysepke.

Obrazek

Rano sobie suniemy popatrzec jak to wszystko prezentuje sie w promieniach slonca. Nie tylko dla nas most jest atrakcją. Spotykamy dwie lansujące sie turystki. Dziewczyny wywijają takie figury na murku, ze tylko patrze jak ktoras chlupnie do wody ;) No ale zdjecie musi byc idealne! Dziewczyny są z Naddniestrza. Jakos na poczatku przez dluzsza chwile nie moglam załapac co to jest to “Pridniestrowie” ale kuleczki na czas zawirowały ;) Bardzo reklamują swoj kraj jako atrakcje turystyczną, że “skansen ZSRR”, że klimat jak nigdzie itp. I wreszcie mowia tez o czyms innym niz stolica i glowne deptaki - np. o tym, ze oni tez mają swoją Wenecje. Taką radziecką, na palach, z eternitu i pordzewiałej blachy :) Tak jakby mnie znaly i wiedzialy jak jednym zdaniem zareklamowac swoj kraj! Tak jak glowne ulice Tyraspola niekoniecznie mnie pociągały, tak rozmowa z mostu bardzo mi namotała w glowie na temat planow na przyszle wakacje ;)

Poranne widoki z mostu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niektorych widoki zgrzewają. Murek! To jest atrakcja!

Obrazek


A tak w ogole to stojac dluzsza chwile w jednym miejscu ciezko sie odkleic! Tak smolistego asfaltu to ja jeszcze nie widzialam! Ktos przed nami juz sie stal ofiara tego miejsca - podeszwy zostaly! ;)

Obrazek


Nie planowalismy zwiedzac Usteczka… ale cos przykuło moją uwage. Kościół - i czy on przypadkiem nie jest opuszczony?

Obrazek


Dawniej zawsze marzyłam o mocnej lornetce. Lunetki, ktore miałam nie łapały ostrosci a poza tym trzęsły mi sie w łapie i jakos nie moglam sie przyjrzec wybranym obiektom. Jednym z fajniejszych wynalazkow techniki sa wiec dla mnie zoomy w aparatach! A taki 80 krotny to juz calkiem mi sie podoba. Tak. To kosciol. Tak. Zdecydowanie opuszczony. Jedziemy!

Obrazek

Miejsce zawiewa mi klimatem z dawnych Bieszczad. Jakies pagóry, cicha wies i ruiny świątyni wsrod starych drzew. Bez tablic, płotków, ławeczek i szlaków naciapanych w kazdej dolinie. Po prostu ruiny. Znajdziesz lub nie. I jakos jeszcze dymem tak tu zapachniało jakby dymiły retorty.

Obrazek

Obrazek

W kosciele spora czesc dachu spotkała sie juz z glebą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Troche malowideł sprzed lat patrzy jeszcze ze sklepien..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ślady po kulach?

Obrazek

Cerkiew gdzies w zaroslach w oddali...

Obrazek

Usteczko bylo zupelnie nieplanowanym fragmentem wycieczki. A zaskoczylo nas bardzo pozytywnie. Suniemy dalej, w strone wioski Nyrkiw - i kolejnego, juz planowanego, jaru pelnego ruin…

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1489
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Śladem zakoli Dniestru i skalnych monastyrów

Post autor: buba » 05 października 2018, 17:49

Jadac przez wieś Nyrkiw nic nie zapowiada krajobrazow, ktore niebawem mamy zobaczyc. Zwykła plaskata wies polozona gdzies w polach.

W jednym z domow nabywamy dwie butle domaszniego wina. Sprzedażą (i produkcją) zajmuje sie dziadek. Dogląda tez pszczół, mozna kupic miod. Jest tez babcia, ktora przerywa zamiatanie liści na podworku i biegnie do piwnicy przyniesc wino. Na schodach siedzi chyba wnuczek, na oko 18-20 lat. Chyba mu niewygodnie bo podczas naszego pobytu trzy razy zmienia poduszke pod tyłkiem. Ziewa, kopie dołek butem, a w koncu dzwoni do kogos i opowiada jak to sie potwornie nudzi...

Kawałek za wsią oczom ukazuje sie wielka rozpadlina i serpentyniasta droga zygzakiem schodząca w dół rozleglego jaru.

W dolinie znajdują sie ruiny dawnej miejscowosci Czerwonogród, spalonej w 1945 roku przez UPA. Miejscowość nie zostala ponownie zasiedlona ani odbudowana. W latach powojennych lokalny zamek tez nie mial szczescia - sporą jego część rozebrano na chlewiki kołchozowe w wiosce.

Z dawnych zabudowan zostaly ruiny zamku, koscioła i kaplicy przycmentarnej. Obecnie miejsce jest nazywane Urocziszcze Czerwone.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie wiem czy od tego nazwa pochodzi, ale ziemia tu jest nieco czerwona!

Obrazek

Najprostsza acz zabroniona droga do ruin prowadzi przez jaką baze - korpus. Chyba przeznaczona dla wypoczynku dzieci - tak sugerują przyczepione do tablic rysunki. Przemykamy miedzy budynkami, widac, ze ktos tam jest - stoi auto, pali sie światło, zaraz nas pewnie ktos opierdzieli, ze tu łazimy. Ostatecznie nikt nie wychodzi, ale wracamy juz inna drogą. I jestem zła, ze nie obfocilam hustawek gigantow... Ech.. nic nie mozna zostawiac sobie na pozniej, na powrot, bo to sie zawsze konczy tak samo.

Obrazek[/img]

Obrazek

Obrazek

Zamek i jego półtorej baszty. Pół zawaliło sie kilka lat temu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kosciol jest ciekawszy od zamku.

Obrazek

Obrazek

Mozna wejsc do srodka, wnetrza są zadaszone, jeszcze nie wszystkie sklepienia sie zapadły. Są grube filary, ciekawe ceglane sklepienie i piwnica ziejąca chłodem. Mozna tez wyleźć na chór.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Boczny korytarzyk prowadzi po schodach na pięterko.

Obrazek

Obrazek

A tam troche chaszcza i wszystko zawalone.

Obrazek

Resztki dawnych malowideł..

Obrazek

I tych wspolczesniejszych.

Obrazek

Przedzieramy sie przez zarośla, zeby ominąc baze.

Obrazek

Obrazek

Gdzies w dolinie. Krajobrazy iście górskie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przez doline płynie rzeka, co zwykle jest normalne dla dolin. Ale ta rzeka ma dodatkowo spory wodospad! U nas zapewne stalyby barierki i zakazy wszystkiego - tu stoją przebieralnie, bo wodospad jest popularnym miejscem kąpielowym.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Woda jest z lekka chłodnawa i fajnie, ze akurat dzis trafil sie cieply dzien. Wrzesien juz nie zawsze sprzyja kąpielom! Kabaczę sie boi wodospadu, kazda proba jej tam zaciągniecia konczy sie wrzaskiem. Miejsce jej sie podoba o ile taktyczna odleglosc od źródła plusku nie jest mniejsza niz kilkunascie metrow ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejsce podoba nam sie na tyle, ze mimo wczesnej godziny zostajemy tu na biwak. A co! Pośpiech to zło! Na łąkach na dnie rozpadliny dlugo wahamy sie, ktore miejsce wybrac - bo są ładne i ładniejsze. Robie pranie i chyba tym wywołuje deszcz...

Obrazek

Sporo czasu wiec przesiadujemy pod folia, co najbardziej cieszy kabaka. Bo tu chlap chlap, tu w ciurkającej wodzie mozna umyc rączki, a tak w ogole to jak wspaniale stuka w dach busia. Ja bym tam wolala słonce i pobujać sie w hamaku, no ale fajnie, ze choc niektorzy są zadowoleni z takiego rozwoju wypadków.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ponoc bieganie na bosaka po trawie po deszczu jest dobre dla zdrowia. Mnie jest zimno. Bieganie wiec tylko w podgrupach.

Obrazek

Hit tego wyjazdu - "zabawy w rurce". Karimata jest domkiem, namiotem, samochodem, statkiem, samolotem, zjeżdzalnia a zastosowanie zmienia sie jak w kalejdoskopie i ciezko byc na bieżąco.

Obrazek

Deszcz z czasem nieco słabnie, wiec małe ognisko z grzankami i pieczona kukurydzą zrobic sie udaje!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wędzenie sie w dymie :)

Obrazek

Troche sie zastanawiamy czy busio wyjedzie jak droga rozmoknie. Bo jest taka nieco gliniasta i deszcz zdaje sie pogłebiac koleiny...

O poranku. W nocy przyjechal drugi bus i przyszly tez krowy.

Obrazek

P.S. Busio wyjechal bez problemu. Nawet nie zacharczał. Toperz niepotrzebnie sie martwil.

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1489
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Śladem zakoli Dniestru i skalnych monastyrów

Post autor: buba » 16 października 2018, 19:33

A my sobie jedziemy, jakos zakosami ale ogolnie dalej na wschod. W miasteczku Towste ide do sklepu. Oblepia mnie tam wianuszek miejscowych. “Co trzeba zrobic, aby wyjechac do pracy w Polsce, ile płacą? Nie biją tam naszych? A pracodawcy uczciwi? Mozna sie porozumiec? Bo nasze jezyki chyba podobne? Powiedz cos do nas po polsku? Zobaczymy czy zrozumiemy!” Mowie wiec do nich po polsku. Opowiadam jakies pierdoły np. o tym co robilismy wczoraj. Zawsze to taka glupia sytuacja jak ci ktos mówi “powiedz cos”. Miejscowi kręcą glowami ze smutkiem. Nie rozumieją zbyt duzo. “Czy to prawda, ze jest w Polsce takie miasto - Oława chyba sie nazywa - gdzie są teraz prawie sami Ukraincy? Tam moze bysmy sie dogadali!”. No to dobrze trafili - “Tak jest takie miasto. Tak macie sporo racji - ja tam czasem mam problem sie dogadac”. I opowiadam im historie jak w jednym z marketow szukałam pompki i niestety zapomniałam jak to jest po wschodniemu, a zaden z 6 pracownikow w zasiegu wzroku nie rozumiał słowa “pompka” i musiałam odwalac pantomime ;)

Na wiele specjalistycznych pytan o dokumenty czy komu dac w łape aby usprawnic procedury niestety nie znam odpowiedzi. Co z tego, ze mieszkam w miescie, ktore chyba niedlugo starym wzorem Legnicy beda nazywac “Małym Kijowem” - skoro nie siedze w temacie? Ale i tak ciezko mi sie wyrwac bo lokalsi sa ciekawi wszystkiego - nawet tego czy mamy basen i czy bardzo gonią jak sie pije piwo pod blokiem. Na tyle długo mi zajely “zakupy”, ze toperz z kabakiem udusili sie w stojącym na słoncu busiu i poszli szukac placu zabaw.

W wiosce Lisiwci rzeka Seret zawiera wiecej gęsi niz wody. Brzegiem brykają tez krówki. Jakas babka pierze w rzece, ale niestety szybko konczy, zbiera majty i koszulki i sie zmywa. Kabaczę zachwycone obwieszcza, ze tu zostajemy na biwak ;) A dla podkreslenia powagi swej decyzji zaczyna zbierac patyki na ognisko ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Chyba ktos poznakował ptactwo aby nie pomylic z gąskami sąsiada ;)

Obrazek

Trzy desenie mostowych barierek.

Obrazek

Zapach dymu wciaz nam towarzyszy, snuje sie wszedzie i cieszy nos i oczy! :)

Obrazek

Pagórkowate klimaty mijanych okolic...

Obrazek

Obrazek

Suniemy w okolice Bilcze - Zolote, szukac skalnego chramu w malutkiej wiosce Monastyrok. Trasa jak przystało na okolice rowniez falista! Wesoło jest! Nawet słupy tańczą!

Obrazek

Cerkiewki sa tu dwie, wyglądają jak nowe i są wklinowane pomiedzy zabudowe pokołchozową.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kawałek za cerkiewkami, w strone rzeki, jest skałka a w niej jaskinia. Wnetrze groty jest wyłozone dywanami, świetymi obrazami i przepelnione zapachem dopiero co zgasłych świec. Nie wiem czemu, ale miejsce strasznie mi przypomina Błędne Skały. No oprocz tego, ze tu jest pusto... ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są malunki naścienne oraz sporo poznoszonych obrazków i innych "dewocjanaliow". I kwiatki oczywiscie tez są!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Seret sobie sympatycznie meandruje ponizej, tworzac oczywiscie głeboki jar i sporo wysepek, polwyspow, zakoli, mielizn i innych wszelakich oczeretow.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest tez malutki sklepik, z miejscem biesiadnym i placem zabaw na podsklepiu, co niektorym z ekipy bardzo przypada do gustu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Naprzeciw sklepu jest szkoła - z napisem cytatem, ze trzeba sie uczyc. Troche głupio bylo chyba zamalowac napis o nauce - bo co? oznaczałoby, ze juz teraz uczyc sie nie trzeba? Dzieciaki moglyby takie zmiany opacznie zrozumiec… ;) Ale fala przymusowej dekomunizacji chyba i do tej malutkiej wioski dotarla. Wiec cytat zostawili, ale autora zamazali, jako ze stał sie obecnie niepolityczny. Ale stare literki byly tłoczone, wiec farba je nie do konca zamazała ;)

Obrazek

Obrazek

Jakas babeczka widzi, ze fotografujemy napis. I opowiada, ze tylko tak zwykly szary czlowiek moze walczyc z wielka polityką i nakazem niszczenia przeszlosci. Tylko biernym oporem. Objawy tej taktyki jeszcze kilkukrotnie zaobserwujemy na naszej tegorocznej trasie...

Babeczka, widzac moje zainteresowanie, pokazuje mi jeszcze jedno naścienne malowidło. “Pokoj dzieciom planety” opisany w roznych jezykach. Po polsku nie przewidzieli...

Obrazek

W jakiejs innej wsi nieopodal mijamy inna szkole z juz bardziej akceptowanymi wspolczesnie nawolywaniami do nauki - bo autorstwa Szewczenki ;)

Obrazek

Kręcac sie po wiosce zauwazamy tez drogowskaz na jaskinie Wertewa. Coz szkodzi podjechac? Skoro sama droga wyglada sympatycznie? Busio pokrywa sie szarą wartwa pyłu, nasze bagaze w srodku rozniez. W zębach zgrzyta piasek - smak wakacji! :)

Obrazek

Obrazek

Jaskinia niestety jest zamknieta na pancerne drzwi i zeby ją zwiedzic trzeba byc miec chyba pół busia dynamitu…

Obrazek

Obrazek

Obok w polach ciekawa wiata - zrobiona z lisci kukurydzy czy innego tam sitowia.

Obrazek

Obrazek

A tu kupilismy melona! Najlepszego poki co jakiego jedlismy! Niech sie schowają krymskie czy armenskie! Borszcziw zostanie nam wiec w pamieci melonowo!

Obrazek

Mamy plan nie zawijac do Kamienca ale jakos nie udaje mi sie znalezc okreznej drogi omijającej miasto. Zeby przejechac wąwóz musimy wjechac na płatny most przy twierdzy. Wydawalo mi sie, ze jest tez inna droga ale jakos nie umiemy jej znalezc. Zagadani taksowkarze rowniez tu kierują. Coś nas na tym wyjezdzie ściąga do tego miasta, jeszcze nie wiemy, ze bedziemy musieli sie przekładac tedy jeszcze raz… Miasto bardzo sie zmieniło przez prawie 20 lat kiedy tu ostatnio bywałam. Ciezko poznac znajome kąty. Wszedzie cos sie buduje i kłębia sie tłumy. Nie lubie wracac do miejsc, w ktorych byłam i mam z nich miłe wspomnienia. Bardzo nie lubie… Tylko bar “Kryniczka” w wąwozie wciaz dziala. I wyglada tak samo spelunowato jak niegdys… przynajmniej z daleka.

Noclegu szukamy za wioską Wrubliwci. Niestety tam gdzie nam polecali drogi robia sie gliniaste i busio ślizga sie juz na samym wjezdzie. Dalej droga staje sie coraz bardziej rozmiękła a co gorsza bardzo silnie opada w strone Dniestru. Ugrzęźniemy tam jak bum cyk cyk.

Probujemy tez wbijac do jakiejs półopuszczonej bazy młodziezowej, ale chyba spoznilismy sie 5 minut. Przejechała łada a w niej chyba straznik bazy. Na miejscu zastalismy drzwi omotane łancuchem i ujadajace paszce psow.

Jest juz pozno wiec nie wybrzydzamy w biwakowiskach. Śpimy gdzies na łące z widokiem na skałke z kościólkiem o złotym dachu (chyba na drugim brzegu Dniestru, za ktoryms tam zakolem). Połyskujący dach budowli wyłania sie ze zwiędłych, suchych słoneczników, ktore porastają bujnie okoliczne pola.

Obrazek

Obrazek

Wieczorem zrywa sie wiatr. Dziwny dzwiek sie tworzy gdy słoneczniki zaczynają o siebie uderzac, jakis taki chropochrzęst, sprawiajacy wrazenie, ze ktos idzie, ze cos duzego sie zbliza. W swietle ksiezyca łany oklapłych slonecznikow wyglądaja jak jakies wojska cieni, a bedac jednoczesnie w ruchu i z chrzęstem - wrazenie to jest potęgowane. Zdaje sobie sprawe, ze to tylko oleiste kwiatki.. Ale swiat nocą jest inny. Na nocne kibelki nie oddalam sie wiec zbytnio od busia… A glowa skacze mi jak na sprężynce na wszystkie strony!

Obrazek

Obrazek

Nasz biwak o poranku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Wielobulasta cerkiew górująca nad wioską koło Kamienca, ktorej nazwa jakos uleciała z glowy.

Obrazek

Gdzies w drodze… Tak mijają nam dni. Takie widoki przewaznie mamy przed oczami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Odpowiedz