19-27.05.2013 r. - Atlas Wysoki - Jebel Toubkal, czyli Maroko w metrach od 4167 do zera

Tu przedstawiamy nasze relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Maciej
Turysta
Turysta
Posty: 471
Rejestracja: 04 stycznia 2012, 14:22
Lokalizacja: Nowy Sącz

19-27.05.2013 r. - Atlas Wysoki - Jebel Toubkal, czyli Marok

Post autor: Maciej » 05 czerwca 2013, 0:08

Co tak ciemno? Piąta rano, a ciemno, że oko wykol.
By to szlag trafił! Komórka wciąż pracuje na czasie polskim! Czyli jest czwarta nad ranem. Przestawiamy ustrojstwo. Dosypiamy.

Ale niedługo. Poranną ciszę przerywa płynący z głośników na pobliskim meczecie Koutoubia gardłowy głos muezina. Tym razem jest prawidłowa piąta rano. Ubieramy się, dopinamy plecaki i wymarsz w śpiący jeszcze Marrakech na pierwszą lepszą grand taxi do Imlil. Pamiętając, że wedle pracownika hotelu za dwie osoby powinniśmy zapłacić 150 dirhamów podejmuję się pierwszej próby negocjacji ceny. Kierowca chce 400 dirhamów, na moje 200 strzela drzwiami i kontynuuje drzemkę. Nie to nie, idziemy dalej. Przy małym dworcu autobusowym od razu stajemy się łatwym łupem dla naganiaczy do busów. Sprawdzam cenę: 50 dh od łba, ale widząc stan busa pytam jeszcze o czas przejażdżki. Gość pokazuje na zegarku godzinę 11. Nie, nie, to za długo jak na 60 kilometrów. Dziękuję i idę do taksiarzy. Oczywiście zaczynamy od 400 dh i przez 300 stawka zatrzymuje się na 200 i ani myśli zejść niżej. Mamy chwilowy pat bo nikt nie chce spasować ze swoich żądań. W końcu gość zgadza się i idzie między szpaler zaparkowanych taksówek, wali ręką w mercedesa i budzi dość zmiętego dziadka, któremu każe zabrać nas w trasę. Upewniam się jeszcze, że cena to 200, pakujemy plecaki oraz siebie do auta i opuszczamy zaspane miasto wraz z jego wciąż zaspanym kierowcą.

Imlil – to wieś położona 1700 m.n.p.m. i 60 km na południe od Marrakechu, punkt początkowy dla większości wypraw na Jebal Toubkal. Liczne sklepy, jadłodajnie, noclegi, wypożyczalnie sprzętu górskiego (kijki, raki, czekany). Możliwość wynajęcia przewodnika z mułem (muł – 150 dh. przewodnik 200 dh / dzień).

Obrazek

Po opuszczeniu taxi od razu udaliśmy się w górę wioski opędzając się od chcących nam wcisnąć wszelkie mniej lub bardziej przydatne rzeczy mieszkańców. I tak się skutecznie opędzaliśmy, że zapędziliśmy się zbyt daleko wgłąb doliny.Wracamy aż do miejsca gdzie w bok odchodzi jedyna większa droga. Na rozstaju stoi samotny turysta z mułem. Czeka na swojego przewodnika, mówi, że możemy ruszyć za nim, ale mi już zaczyna kojarzyć się ta ścieżka, którą przecież szedłem kilka lat temu. Wychodzimy za ostatnie sklepiki, zakręt w prawo i jesteśmy na szerokiej szutrówce prowadzącej do Aremd - ostatniej wsi na szlaku.
Powoli, dostojnie nawet, zdobywamy sobie wysokość, żeby maksymalnie oszczędzić siły. Robimy zdjęcia, bo okolica tu prezentuje się bardzo okazale. Skąpane w porannym słońcu doliny i szczyty z małą domieszką zanikających chmur - pycha!

Obrazek
Obrazek
Obrazek

Aremd mijamy po swojej lewej stronie, cały czas idąc główną drogą wgłąb doliny, po jej prawej stronie.
Obrazek

Gdy kończą się ostatnie sklepiki i zabudowania wchodzimy w szerokie, suche koryto zanikającego okresowo potoku. Po gładkich otoczakach przechodzimy na drugą stronę – tutaj ścieżka zaczyna wznosić się w górę lewą stroną koryta rzeczki.
Obrazek
Obrazek

Ścieżka nie jest oznakowana żadnymi znakami, ale za dobrą monetę bierzemy liczne odchody mułów i rzeczywiście – po chwili mijamy schodzącą z góry karawanę turystów i przewodników z mułami.
Obrazek

Od tej chwili będziemy wiedzieć, że więcej gówienek na drodze znaczy iż znajdujemy się na znakowanym szlaku. Spokojnie zdobywamy kolejne metry Atlasu. Wkrótce dochodzimy do małego przysiółka Sidi Chamharouch (2350 metrów) zlokalizowanego wokół grobu lokalnego marabuta (świętego).
Obrazek

Miejsce to jest celem licznych pielgrzymów, wyrosło tu również kilka sklepików i punktów sprzedających schłodzone w górskiej wodzie napoje.
Obrazek

Tutaj przez most przechodzimy na prawą stronę rzeki i teraz trochę bardziej stromo kontynuujemy wędrówkę. Przed nami otwiera się górna cześć doliny, jednak wciąż nie widać żadnych zabudowań na jej końcu. Wkrótce mijamy poziomice 2700 metrów czyli od tej chwili z każdym krokiem bijemy rekord naszej wysokości. A wraz ze zdobywanymi metrami w poziomie i pionie wzrasta nasze zniecierpliwienie i osłabienie wędrówką. Chciałby się już być w schronisku, a tu coraz dalsze otwierają się widoki i coraz więcej tej doliny jeszcze do przejścia.
Obrazek

W końcu, za kolejnym zakrętem wyłaniają się brązowe, prostokątne budynki schronisk. Krok po kroku wchodzimy na taras pierwszego z nich i siadamy na krótki odpoczynek dla uspokojenia oddechów.
Obrazek

Jesteśmy na 3207 m. Po jakimś czasie wchodzę do schroniska zameldować nas w pokojach. Szybko dostajemy dwa łóżka w wieloosobowym pokoju (dorm), który w sumie będzie dziś zamieszkany tylko przez 6 osób. Resztę popołudnia spędzamy wygrzewając się do słońca na tarasie, robiąc zdjęcia, odpoczywając po prostu.
Obrazek

W międzyczasie dochodzą kolejne grupy turystów, w tym dwójka chłopaków z Polski (z którymi nasze ścieżki będą przeplatać się w kolejnych 2 dniach). Chłopaki po usłyszeniu cen w naszym schronisku wybrali tańszą opcję i poszli rozlokować się w drugim budynku.

Z dwóch schronisk jakie tu stoją: Refuge les Mouflons i Refuge du Toubkal wybieraliśmy to pierwsze, parę metrów niżej położone. Jest to opcja droższa, ponieważ za nocleg w systemie halfboard (z kolacją i śniadaniem) płacimy 32 euro za osobę. Tymczasem z drugim budynku można dostać łóżko już za 8-9 euro (bez wyżywienia). Nasz wybór oparłem na opiniach zdobytych w internecie i jesteśmy w niego zadowoleni, szczególnie po porannych opiniach z pierwszej ręki od nocujących tam chłopaków. Podczas gdy my wyspaliśmy się jak mopsy w cichej, nie przetłoczonej sali, w drugim schronisku było za głośno, za ciasno i za gorąco. Do tego w naszym mieliśmy ciepłą wodę oraz wypasioną kolację wraz ze śniadaniem, co w sumie spowodowało, że rano na szlak wyszliśmy pełni sił, w przeciwieństwie do naszych kolegów.

Obrazek

Kolację podano o 19.00. Całe schronisko zasiadło do zastawionych stołów w sali jadalnej. Podano nam dużą wazę zupy hariry na 4 osoby, a następnie pół metrowy półmisek kuskusu z mięsem i warzywami, na deser herbatę zieloną bez limitu. Wraz z parą towarzyszy z Niemiec, mimo wspólnych wysiłków nie zdołaliśmy pożreć całości jedzenia i z żalem musieliśmy zostawić całkiem spore ilości na misach.
Obrazek

Do łózek zalegliśmy około 22.00. Mimo towarzyszącego bólu głowy szybko udało się usnąć i bez problemów spaliśmy jak dzieci do 6.00 rano.
Ostatnio zmieniony 05 czerwca 2013, 20:56 przez Maciej, łącznie zmieniany 2 razy.
Awatar użytkownika
Maciej
Turysta
Turysta
Posty: 471
Rejestracja: 04 stycznia 2012, 14:22
Lokalizacja: Nowy Sącz

Post autor: Maciej » 05 czerwca 2013, 0:28

Atak!

Cała sala wstaje z nami. Śniadanie jest już wyłożone, możne je jeść nawet o piątej lub wcześniej – obsługa wstaje na życzenie klienta. Najedzeni bierzemy plecaki i ruszamy na ścieżkę. Większość ludzi jakoś szybciej się zebrała, bo już widać ich na podejściu pod pierwszy piarg.
Obrazek

Idziemy jedyną możliwą dróżką w górę za schronisko i po 100 metrach schodzimy na dno wodospadu nad potokiem. Ścieżka kończy się w wodzie, są jakieś skały, kamienie, a po drugiej stronie zbocze jest strome i ewidentnie wymagające jakiejś wspinaczki.
Obrazek

Lekko skonsternowani stwierdzamy ( a raczej ja stwierdzam, za co potem obrywam), że trzeba iść dalej ścieżką w górę potoku i tam na pewno znajduje się bezpieczny i łagodny bród. Tak czynimy, mijamy jeszcze jeden wodospad, a potok miast wypłycać się, zamienia się w coraz bardziej stromy i głęboki kanion, praktycznie już nie do sforsowania. Przed nami widać jakąś grupę ludzi, ale ścieżka ewidentnie zaczyna skręcać w innym niż Toubkal kierunku. Debatujemy chwilę, gdy dochodzą do nas Włosi i ich przewodnik potwierdza nasze obawy – należy sforsować potok przy pierwszym wodospadzie. Tam jest ścieżka! Gosia jest wściekła. Właśnie straciliśmy ponad pół godziny na bezsensowne kluczenie po głazach, a także trochę sił, które mogą okazać się kluczowe. Bronię się twierdząc, że to celowe podejście aklimatyzacyjne :).
By nie schodzić aż do schroniska decydujemy się przejść potok nad drugim wodospadem. Trochę to karkołomne, bo wpadnięcie do wody grozi spłynięciem w dół 3 metrowego urwiska, ale kilka kroków po głazach oraz chwytów po skałach i bezpieczni znajdujemy się na drugiej stronie. Uff. Można odetchnąć. I zrobiła się ósma.

Teraz już dobrze widoczną ścieżką podchodzimy pod wylot bocznej doliny, którą należy iść w stronę grani. Jest to jeden wielki piarg wyjeżdżający spod butów przy każdym kroku. Druga część podejścia to przypominająca wejście Percią Akademików na Babią wspinaczka po wielkich głazach. Następnie wychodzimy na ścieżkę między skałami. Tutaj doganiamy dwójkę chłopaków z Polski, którzy tak jak my, również stracili sporo czasu na szukaniu przejścia przez potok. Cóż, Polak potrafi. Teraz na zmianę po piargu, po resztkach śniegu, po kamieniach powoli pniemy się do góry.
Obrazek
Obrazek

Ścieżki nie da się już zgubić, tym bardziej, że w górze widać dziesiątki ludzkich punkcików. W pewnym momencie piargi tak mi wyjeżdżają, że padam na przednie łapy. Ubieram rękawiczki co by nie poharatać rąk, chociaż temperatura tego nie wymaga. Jest ciepło, do słońca nawet bardzo.
Po godzince wychodzimy na przełęcz na głównej grani. Ludzi jest sporo. Całe wycieczki z przewodnikami, bądź pojedynczy turyści, również z własnym przewodnikiem, którzy często niosą im całe plecaki, podają wodę, a nawet pomocną dłoń. Z przełęczy na 3900 mamy jeszcze dosłownie rzut kamieniem na szczyt, ale tu już nie przelewki.
Obrazek

Jakoś nie możemy przyśpieszyć kroku, jak to zwykle bywa w niższych górach. Noga za nogą, po prostu idziemy, ale nie ma mocy, nie ma powera. Staramy się nie tracić sił na walce z obsuwającymi się kamieniami. Jeden krok w przód, dwa w tył, trudno, byle nic na siłę, bo w płucach szału nie ma. Ostanie metry na szczyt to już spacer po płaskim jak lotnisko wierzchołku.
Obrazek

No i jesteśmy. Padł nam do stóp Jebel Toubkal, 4167 metrów stąd do morza.
Obrazek

Padamy i my na krótki, zasłużony odpoczynek. Na szczycie razem z nami jest kilkadziesiąt osób, więc trudno o samotne zdjęcie. Nie zabawiamy też tutaj długo, bo droga przed nami całkiem daleka. Wejście od schroniska, nie licząc perypetii z potokiem, zajęło około 3 godzin. Czyli w normie.
Widoki dookoła ładne.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Schodzimy i wybieramy do tego najkrótszą, ale najbardziej stromą ścieżkę w piargach.
Obrazek

Dosłownie jedziemy w żwirze jak na nartach. Zaliczam dwie gleby na cztery litery, a Gosia niestety ląduje na kolanie i rozbija je o skałę. Przez chwilę gdy widzę grymas bólu na Jej twarzy wygląda to groźnie, jednak kończy się tylko obtarciem skóry i sporym siniakiem. Toubkal domagał się ofiary krwi, a Gosia ma oryginalną pieczątkę podbitą na pamiątkę.

Obrazek

Teraz już wolniej, z respektem opuszczamy 4000 metrów, potem kolejne setki i w końcu znużeni tym zejściem stajemy na progu potoku. Tym razem znajdujemy dobrą ścieżkę przy pierwszym wodospadzie. Otóż trzeba zejść dwa metry w rysie skalnej, wskoczyć na głaz stojący w środku koryta, a potem jeszcze jeden sus doprowadza nas na brzeg. Z tej strony pestka. Z tamtej jakoś inaczej to wyglądało.
Obrazek

W schronisku Toubkal jemy lunch. Słabawy – zimny makaron, jakieś surowe warzywa. Po przerwie opuszczamy schroniska i znaną nam ścieżką schodzimy w dół doliny. Droga idzie szybko, w niecałą godzinę jesteśmy przy marabucie, to 2300 metrów więc wytracamy już prawie 2000 metrów. Trochę boli mnie głowa. Pewnie to ta szybka zmiana ciśnienia. Zimna cola i znów w drogę.
Obrazek

Wkrótce wchodzimy z pierwsze zabudowania Aremd.
Obrazek
Obrazek


Teraz czas na handel ! Tak ! Od początku mieliśmy w planie pozbycie się części sprzętu górskiego wymieniając go na lokalne pamiątki. I tak w jednym ze sklepików dokonujemy udanych zakupów. Otóż, za 3 sztuki starych pogiętych kijków trekkingowych (które pewnie teraz stanowią wyposażenie wypożyczalni sprzętu) dostajemy chustę, czapkę i skałę kryształową. Za dwa najstarsze polary – oryginalny czajniczek na herbatę. Za sprany śpiwór – nowiutki koc w berberyjskich kolorach. Bardzo zadowoleni z wymiany spadamy w dół do Imlil i na parkingu taksówek spotykamy naszych dwóch kolegów, którzy od ponad godziny walczą o dobrą cenę taksówki. Aktualnie gość chce 220 dh za dwie osoby, za cztery cena wzrosła mu do 250. Targujemy się, a tymczasem na scenie pojawia się jeszcze Belg, którego spotkaliśmy wczoraj przy wyjściu z Imlil. On też szuka transportu. Okazuje się, że cena znów wzrasta - za 5 osób w taxi do Marrakechu musimy zapłacić 300dh. No cóż, świat musi zarobić swoje. Wspólna podróż owocuje wzajemnym poznaniem oraz tym, że cała poznana trójka ląduje na nocleg w „naszym” hotelu, a wieczór razem jemy kolację na Jemna El Fna. Tylko szampana brakowało dla uczczenia zdobycia najwyższej góry Maroka. Noc szybko położyła zdobywców do snu. Z placu nadlatywał dźwięk bębnów, a w głowach wciąż tlił się żar wspomnień prosto z Atlasu.

No i tyle, prze Państwa, więcej zdjęć na picassie.
Ostatnio zmieniony 05 czerwca 2013, 20:55 przez Maciej, łącznie zmieniany 2 razy.
Awatar użytkownika
adamek
Moderator
Moderator
Posty: 2447
Rejestracja: 27 stycznia 2011, 12:24
Lokalizacja: Kraków

Post autor: adamek » 05 czerwca 2013, 5:41

pozazdrościć :brawo:
świetna wyprawa, w fajne miejsce

Już wiem do kto może mi odpowiedzieć na wiele pytań, bo ten "niewielki" pagórek też jest na mojej liście :)

Czy oprócz gór zwiedzaliście coś jeszcze? Ile kosztowała Was, wraz z dojazdem cała wyprawa? Byłem w Maroku 11 lat temu, niestety tylko w miastach, i wtedy to był dość tani kraj. Czy nadal tak jest?
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
http://picasaweb.google.com/adamkostur

Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś.
Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj.
Awatar użytkownika
HalinkaŚ
Moderator
Moderator
Posty: 4355
Rejestracja: 10 września 2009, 8:11
Lokalizacja: Nowy Targ

Post autor: HalinkaŚ » 05 czerwca 2013, 8:32

Macieju i Gosiu serdeczne gratulacje za pobity rekord wysokości. Piękne zdjęcia jak zwykle zresztą. :brawo: :brawo:
Góry upajają. Człowiek uzależniony od nich jest nie do wyleczenia.:)
Anonymous

Post autor: Anonymous » 05 czerwca 2013, 8:40

Żonę sprzedałeś ?
Awatar użytkownika
PiotrekP
Administrator
Administrator
Posty: 7884
Rejestracja: 22 kwietnia 2009, 11:33
Lokalizacja: Świdnica
Kontakt:

Post autor: PiotrekP » 05 czerwca 2013, 8:47

Piękna wyprawa, wielkie :brawo: . Jednak można wejść na 4000 bez aklimatyzacji specjalnej. Trudno nazwać aklimatyzację jedna noc na 3200.
Mnie jeszcze interesuje parę szczegółów, jak dostaliście się do Maroka, sami organizowaliście sobie wyjazd czy w ramach jakiegoś wyjazdu wczasowego. Nocleg w schronisku rezerwowaliście czy z marszu ?
Góry są piękne i niech takie pozostaną.

Nasze Wędrowanie
Awatar użytkownika
jck
Turysta
Turysta
Posty: 3082
Rejestracja: 14 listopada 2007, 22:57
Lokalizacja: Katowice
Kontakt:

Post autor: jck » 05 czerwca 2013, 8:55

Widzę, że w tym roku nie tylko ja 'machnąłem rekord wysokości' :) Szczere gratulacje.

Piękna sprawa, chciałem podpytać już po zagadce w 'Górach Świata', kiedy zawędrowałeś na wierzchołek.
Jeśli kiedyś trafi się okazja też miałbym chrapkę na te rejony. Po Twoich zdjęciach jest ona jeszcze większa.
Życie nie zaczyna się powyżej 5000 mnpm. Powyżej 6000 mnpm tym bardziej...
mariuszg
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1282
Rejestracja: 11 marca 2010, 13:11
Lokalizacja: Poznań

Post autor: mariuszg » 05 czerwca 2013, 10:19

Gratulacje :spoko: Pozazdrościć. Mnie to żona by raczej nie pościła do Maroka , bo bym na suku majątek stracił... :D
Jaki jest na miejscu przelicznik dinara w stosunku do EU , tak plus minus...?
Dobromił pisze:Żonę sprzedałeś ?
No, blondynka ... to już kilka zdrowych wielbładów mozna wytargować ponoć... :lol:
"Rozmowa na poziomie to wymiana poglądów , a nie narzucanie ich."
"Uczmy się na cudzych błędach
bo sami wszystkich popełnić nie zdążymy"
Awatar użytkownika
Maciej
Turysta
Turysta
Posty: 471
Rejestracja: 04 stycznia 2012, 14:22
Lokalizacja: Nowy Sącz

Post autor: Maciej » 05 czerwca 2013, 11:49

Dzięki za graty.

Adamek, PiotrekP,, JCK:
Na wszystkie pytanie odpowiem wkrótce - zrobię Wam konkretne ABC zdobycia Toubkala, tylko dajcie mi czas.
Opiszę też inne, nizinne przygody.

Góreczka generalnie prosta jak budowa cepa.
Sama organizacja wyprawy to też nie wyjazd nie Księżyc.
Jechaliśmy sami, bez żadnej pomocy z zewnątrz, bez przewodnika.

Mariusz:
1 Moroccan dirham = 0.0898196684 Euros
1 dirham marokański = 0,380793029 złotego polskiego

Dobromił / Mariusz: chcieli dać 5000 wielbłądów. Odmówiłem. Jest bezcenna, za wszystko inne płacili już gorzej. :)
Awatar użytkownika
Wiolcia
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 945
Rejestracja: 18 listopada 2011, 18:33
Lokalizacja: Z drogi

Post autor: Wiolcia » 05 czerwca 2013, 16:05

Oo, super, będzie co czytać, bo ten kierunek też jest na mojej liście (zresztą, czego tam nie ma?). Ja mam jedno, za to bardzo ważne pytanie, które na razie blokuje wyjazd w tamte strony. Jak tam z gadzinami groźnymi dla człowieka? Chodzi o węże, skorpiony, mikroskorpioniki i takie tam. To suche tereny i na pewno takie "cuś" tam występuje, ale powiedz mi, na ile jest to realne zagrożenie. Słyszałam o wytrzepywaniu rano butów, by nie znaleźć w nim czasem nieproszonego gościa. Czy natknęliście się na coś takiego?
"Navigare necesse est, vivere non est necesse"
www.kuzniapodrozy.pl
Awatar użytkownika
Maciej
Turysta
Turysta
Posty: 471
Rejestracja: 04 stycznia 2012, 14:22
Lokalizacja: Nowy Sącz

Post autor: Maciej » 05 czerwca 2013, 17:14

Wiolcia pisze: Jak tam z gadzinami groźnymi dla człowieka? Chodzi o węże, skorpiony, mikroskorpioniki i takie tam. To suche tereny i na pewno takie "cuś" tam występuje, ale powiedz mi, na ile jest to realne zagrożenie. Słyszałam o wytrzepywaniu rano butów, by nie znaleźć w nim czasem nieproszonego gościa. Czy natknęliście się na coś takiego?
:shock:
Z większych bestii - w hotelu biegał wściekły żółw :lol:
Żadnych potworów, żywych czy też martwych nie widzieliśmy.
Żadnych owadów w ogóle.
Może gdyby się spało na dziko w namiocie, gdzieś jeszcze bliżej natury - przy szlaku i schronisku nic nie widziałem. Także spokojnie :)
Awatar użytkownika
Wiolcia
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 945
Rejestracja: 18 listopada 2011, 18:33
Lokalizacja: Z drogi

Post autor: Wiolcia » 05 czerwca 2013, 17:51

Ok, to cieszy, choć nie wiem, czy będzie przekonujące dla obawiających się tych stworzeń. Rozumiem, że w mieście i gdzie tam jeszcze byliście, nic takiego nie spotkaliście?
"Navigare necesse est, vivere non est necesse"
www.kuzniapodrozy.pl
goska
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 867
Rejestracja: 13 listopada 2011, 21:51
Lokalizacja: kraków

Post autor: goska » 05 czerwca 2013, 17:56

Wspaniała przygoda, piękne fotki. Oczywiście gratuluję szczytu :brawo: :brawo:
Największa rzecz swego strachu mur obalić...
Agzi
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 104
Rejestracja: 02 kwietnia 2012, 21:09
Lokalizacja: Tychy

Post autor: Agzi » 05 czerwca 2013, 21:12

Wow gratulacje - też moje marzenie, czekam z niecierpliwością na kolejne opisy przygód "nizinnych"
Awatar użytkownika
jck
Turysta
Turysta
Posty: 3082
Rejestracja: 14 listopada 2007, 22:57
Lokalizacja: Katowice
Kontakt:

Post autor: jck » 05 czerwca 2013, 21:15

Maciej pisze:Na wszystkie pytanie odpowiem wkrótce - zrobię Wam konkretne ABC zdobycia Toubkala, tylko dajcie mi czas.
Myślę, że nie tylko my skorzystamy.
Maciej pisze:Góreczka generalnie prosta jak budowa cepa.
To akurat i plus i minus. Ale potraktujmy jako plus.
Życie nie zaczyna się powyżej 5000 mnpm. Powyżej 6000 mnpm tym bardziej...
Odpowiedz