Pogórze Kaczawskie (sztolnie i chatka w Raczycach)

Tu przedstawiamy nasze relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
buba
Turysta
Turysta
Posty: 1489
Rejestracja: 05 lipca 2011, 11:35
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Pogórze Kaczawskie (sztolnie i chatka w Raczycach)

Post autor: buba » 26 stycznia 2018, 17:15

Jeszcze za jasności docieramy do chatki w Raczycach. Chata jest zamknieta i aby w niej zanocowac trzeba sie skontaktowac z PTTK z Jawora, ktory za opłatą udostepnia klucze. Chata wyglada i działa na podobnych zasadach jak pobliska Marianówka czy Poganka z Grobli. Drewniany budynek z kominkiem i popielicami, zbiorówki do spania, brak pradu, bieżącej wody i białych obrusow, kibelek sławojka z widokiem na las. Asfaltu pod oknami rowniez brak. Zapach i klimat prawdziwego gorskiego schroniska, o jakie w naszych gorach ostatnio coraz trudniej. I dodatkowo - wolnosc. Nikt ci kaze zmieniac obuwia, nikt nie zabrania picia alkoholu czy nie wymusza ciszy nocnej. Robisz co chcesz. Wiadomo tylko, ze chata ma byc oddana posprzatana i jak cos zdemolujesz to ponosisz konsekwencje finansowe. Ale w przebieg imprezy nikt sie nie wtrąca. Pogorze Kaczawskie wiec “chatami stoi” co jest jedna z jego licznych zalet. Szkoda, ze taka forma noclegowa w innych rejonach jest znikoma i trudna do odnalezienia. Jesli ktos kojarzy podobne obiekty w innych gorach albo w nizinnych terenach Polski (ktore mozna wynająć na podobnych zasadach) bardzo bylabym wdzieczna za namiar)

W chacie nocujemy po raz drugi. Poprzednio trafilismy tu prawie 10 lat temu, zupelnym przypadkiem, chcac sprawdzic co to za “chatka” znaczona jest na mapie.

Obrazek

I wpadlismy akurat na wieczor kawalerski grupy z Jawora. Miła ekipa od razu nas zaprosila a jadła i napitku nie brakowało! Byl to poki co moj pierwszy (i ostatni) wieczor kawalerski w jakim uczestniczylam ;)

Bohaterem wieczoru byl osiołek. Dmuchany. Rebeka dali mu na imie. Taki jak to bywaja lalki dla samotnych panów ;) Klepniety w kuper wydawał radosny okrzyk “ihaaa”. Taki to prezent od kumpli dostał przyszly pan młody.

Obrazek

Wtedy spalismy w izbie biesiadnej - jako ze stryszek caly byl juz zajety.

Obrazek

W styczniowy czas okolica prezentuje sie duzo bardziej ponuro i melancholijnie. Nie ma zielonosci, płowosci, kwiatow i spiewu ptakow. Wszystko jest szaro- buro - białawe. Jak to w tę paskudną pore roku bywa. Ale atmosfera rownie wesoła jak niegdys unosiła sie w tym roku nad Pogórzem Kaczawskim! :)

Obrazek

Obrazek

Widok z okna na pagóry i lesniczowke- jeden z niewielu ocalalych budynkow dawnej wsi, ktora przed wojna byla znacznie wieksza.

Obrazek

Droga do chaty mija tez miejsce piknikowo- biwakowe.

Obrazek

Ekipa zjezdza sie do poznej nocy. Ostatecznie jest nas 13 sztuk. Chatkowe wieczory mijaja w blasku swiec, na graniu i wyciu do gitary, dokladaniu do kominka, pieczeniu kiełbasek i grzanek, degustacjach nalewek i marynatow.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tylko na takich wyjazdach mozna sie dowiedziec co łączy kaszanke, marchewke i zywego chomika! Albo jak smakuje pizza cigaretta i czemu ryba pachła w Lubiniu. I jak prosto zmniejszych ilosc soli w kotletach! ;)

Bohaterem wieczoru sa kiszone buraki Bikera - rzecz niby prosta ale w ogole nie znana szerszej publicznosci. Ja przynajmniej pierwszy raz mam okazje z nimi sie zapoznac. Cos pysznego! Spiewy, rozmowy, tance i wygłupy trwaja chyba do 4 rano.

-----------------------------(zdjecie Agnieszki)------------------------------------
Obrazek

-----------------------------(zdjecie Agnieszki)------------------------------------
Obrazek

-----------------------------(zdjecie Agnieszki)------------------------------------
Obrazek

-----------------------------(zdjecie Agnieszki)------------------------------------
Obrazek

Obrazek

W okolochatkowej okolicy kręcą sie dwa psy, chyba przyzwyczajone, ze turysci je dokarmiają. Ten wiekszy poczatkowo jest dosc agresywny- rzuca sie na mnie gdy ide w nocy do kibla. Swiatło czołowki na szczescie go nieco onieśmiela i poprzestaje na charczeniu i szczerzeniu kłów.. Potem do akcji wkracza Aga - miłosniczka wszelakiej zwierzyny. Pieski zostają nakarmione, wygłaskane i zahipnotyzowane na tyle, ze juz sa milusie i wiecej nie stwarzają problemow. W ogole Aga to wspaniały kompan na wszelakie eksploracje - dziewczyna ma w sobie taką moc, ze wściekłe brytany pilnujace roznych obiektow zmieniają sie w pluszowe zabawki.

Obrazek

Obrazek

Nasza noclegownia.

Obrazek

Taras o poranku.

Obrazek

Z racji dosc czestych wyjazdow w te okolice byłam pewna, ze najblizsze tereny mamy juz porzadnie zwiedzone i ciezko bedzie ułozyc jakas nowa trase! Jak bardzo byłam w błedzie!

Najpierw uderzamy do sztolni koło Męcinki. Tą pierwsza, przydrozna i zalaną juz odwiedzilismy w zeszlym roku. Rudolf ją zwą...

Obrazek

Obrazek

Teraz tuptamy dalej. Jest calkiem cieplo jak na ta pore roku, ale trafia sie sniezna zadymka!

Obrazek

Prawdziwi pątnicy podążają ku swemu przeznaczeniu!

Obrazek


-----------------------------(zdjecie Agnieszki)------------------------------------
Obrazek

Wsrod pagórów, urwisk i kamienistych gołoborzy, pachnących nieco starym kamieniołomem, odnajdujemy wejscie do sztolni. Tzn. zostajemy tam zaprowadzeni przez znawce lokalnych klimatow - sama w zyciu bym nie wpadła na to, w ktorą lisią jame nalezy zajrzec!

Obrazek


-----------------------------(zdjecie Agnieszki)------------------------------------
Obrazek

Obrazek

Sztolenka nie jest zbyt duza ale ma to swoje plusy np. nie trzeba sie martwic, ze sie zabłądzi ;)

Obrazek

Obrazek

Sezonowi lokatorzy skalnych czelusci.

Obrazek

I stali mieszkancy, przynajmniej na okres zimowy.

Obrazek

Obrazek

Kaczawskie klimaty

Obrazek

Obrazek

Przemieszczajac sie w inny rejon oczywiscie trafiamy na ruiny. Stan obiektu prezentuje juz zdecydowanie “mocny rozpizdziel” ale fajna kafelke do lazienkowej kolekcji udaje sie znalezc :)

Obrazek

Obrazek

Kolejnych sztolni szukamy koło Stanisławowa. Krotki zimowy dzien ma sie juz ku koncowi, co powoduje miłe dla oka, cieple kolory okolicznych wzgorz.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W lesie napotykamy jakas dziwaczną konstrukcje - powieszone ubrania a zaraz obok sznurek z nanizanymi puszkami piwa. Albo pułapka albo wizja artystyczna ;)

Obrazek

Pierwsza sztolnia jest zdecydowanie niebubowa- zbyt dlugi lot gwarantuje ;)

Obrazek

Obrazek

Kolejną sztolenke zwą ponoc Borsuczą, jako ze takowy tam czasem pomieszkuje. Nie wiem czy jest goscinny - mysmy nie spotkali Pana Gospodarza ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niedaleko jeszcze jest takowa konstrukcja z wypływem rdzawej wody.

Obrazek

Obrazek

Ekipa w komplecie tzn. bez tych, ktorzy mają aparatowstręt.

Obrazek

W zapadajacym zmierzchu odwiedzamy jeszcze radiostacje na gorce Rosocha.

Obrazek

Pierwszy raz mam okazje zobaczyc tu niemieckie napisy. Sama nie znalazlam, tez musieli mi palcem pokazac ;)

Obrazek

Obrazek

A wokol z kwikiem jezdzi kulig! Szkoda, ze nie zabralismy sanek - bysmy sie podczepili! :P

Obrazek

Wracamy do chatki aby kontynuowac biesiady i nocne rozmowy.
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..
Odpowiedz