Rowerowe wycieczki Roberta J

Tu przedstawiamy nasze relacje z górskich wypraw i innych wyjazdów oraz imprez forumowiczów. Ten dział jest przeznaczony dla osób, które chcą opisać swoje relacje i/lub pokazać zdjęcia ze spotkań nie będących Klubowym Zjazdem lub Górską Wycieczką Klubową

Moderatorzy: HalinkaŚ, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2166
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 26 października 2018, 15:14

Rowerowy Eurotrip 2018 - Dzień 8 - Przez Czarnogórę do Albanii - 21.07.2018

Noc bardzo przyjemnie spędzona w hamaku. Jednak by zwlec się z niego trzeba było bardzo uważać gdyż miejsce mało odpowiednie by wisieć. Znaczy się wisiało się ok, ale bezpośrednio pod samym hamakiem znajdowały się ostre skały. Cóż poradzić jak jedyne odpowiednie w okolicy drzewa rosną w takim terenie ;)

Tradycyjnie zwijam się zdecydowanie szybciej od Grzesia. By go bardziej zmotywować ruszam szybciej w drogę. Oczywiście daleko nie ujechałem, ale chyba trochę poskutkowało ;)

Obrazek

Okolica dzisiaj wygląda już zupełnie inaczej niż chociażby wczoraj. Typowy krajobraz bałkański tego regionu gdzie góry porośnięte są ubogą roślinnością. Droga, którą wybraliśmy wczorajszego popołudnia to był strzał w przysłowiową dziesiątkę. Nie licząc dużych ciężarówek dostarczających materiał na budowę autostrady ruch tutaj żaden. Krajobrazy też są przednie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dzisiaj w zasadzie nie mamy się co śpieszyć. Na ten dzień przypada półmetek czasu, którym dysponujemy i wiemy iż trzeba będzie powoli myśleć o drodze powrotnej. Ale zanim to nastąpi mamy dość długi zjazd do stolicy kraju - Podgoricy. Oczywiście można byłoby zjechać całkiem szybko na sam dół ale jak tu się nie zatrzymać mając takie widoki ?

Obrazek
Obrazek

Obrazek

Obrazek

W dole widać trwającą budowę autostrady. I sporych rozmiarów miasteczko pracowników z Chin.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dzisiaj również dość szybko wzrasta temperatura powietrza. Pędząc w dół jeszcze tego tak nie odczuwamy, ale jeszcze przyjdzie na to pora. Tym bardziej, że wytracimy grubo ponad kilometr wysokości, a tam na dole będzie panować ukrop.

Obrazek

Obrazek

Pierwsza stacja paliw i trzeba kupić coś do picia bo w sumie wszystko już nam się skończyło. Przez Podgoricę przejeżdżamy ekspresowo. Nawet nie pomyślałem by się zatrzymać i wykonać choć jedno zdjęcie na pamiątkę.
Opuszczając miasto decydujemy się na jakąś bardzo podrzędną drogę przez niewielkie miejscowości kierując się ku granicy z Albanią. W zabitej dechami miejscowości robimy zakupy w markecie. Mijamy też jakieś slamsy na południe od stolicy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przejeżdżamy nad rzeką Cijevna. Niesamowicie wygląda ten niewielki kanion wypłukany przez wody tej małej rzeki. A z tego co wyczytałem to w górnym swym biegu to dopiero robi wrażenie płynąc przez wąwóz o głębokości dochodzący do 1000 metrów ! Postanawiamy odpocząć dłuższą chwilę nad jej brzegiem zażywając oczywiście kąpieli. Mimo, że to górska rzeka jej woda ma całkiem wysoką temperaturę. Oczywiście znacznie niższą aniżeli temperatura powietrza i zanurzając się w niej było przyjemnym dla nas orzeźwieniem :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak, że jest trochę czasu to wypuszczam drona na podniebny spacer.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ogólnie jest nam bardzo przyjemnie, ale cholera trzeba jechać dalej !

Chcemy dzisiaj okrążyć jezioro szkoderskie. W zasadzie chcieliśmy, ale nam się to nie udało ;) Kierujemy się ku granicy.

Obrazek

Obrazek

Tuż za przejściem granicznym wbijamy spragnieni do knajpy przy stacji paliw. I tak jedno, drugie, a potem trzecie piwo... i niestety skończyło się zimne i trzeba jechać dalej :p

Obrazek

Obrazek

Jedziemy w kierunku Szkodry, trzeciego pod względem wielkości miasta Albanii.

Obrazek

Obrazek

Do Szkodry dotarłem rok temu, ale od południowej strony. Wówczas niedane mi było zwiedzić miasto. Tym razem uznałem, że będzie to najdalej na południe wysuniętym miejscem podczas tej wyprawy. Oczywiście dla Grzesia odwiedziny w Albanii są jego debiutem w tym kraju.

Początkowo szukamy bankomatu by wybrać trochę gotówki. Kompletnie nie przekalkulowałem jak jest z przelicznikiem i wybrałem zdecydowanie za dużo. No ale nic, za to dzisiaj trochę zaszalejemy idąc do knajpy na obiad ;)

W zeszłym roku przemierzając Albanię miałem mieszane odczucia jeżeli chodzi o czystość tego kraju. Tym razem trafiliśmy do miasta naprawdę czystego i zadbanego. Już zdecydowanie brudniej było w Czarnogórze, do której zresztą wrócimy zaledwie za kilka godzin.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wiadomo jakim przywódcą był Enver Hodża, który we wrześniu 1967 roku wydał dekret zakazujący jakiejkolwiek aktywności religijnej w skutek czego Albania stała się "pierwszym ateistycznym państwem na świecie”. W ramach tej polityki zamknięte zostały wszystkie meczety, kościoły i inne instytucje religijne, a wiele z nich po prostu zostało zburzonych. Teraz te świątynie powstają na nowo....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A my postanawiam skosztować tutejszych specjałów w jednej z knajp. Prowadzi je młoda para w wieku około dwudziestu lat. Przez te dwie bite godziny, które tam spędziliśmy ciągle albo chłopak albo dziewczyna przychodzili by zamienić kilka zdań. Na przeciwko nas siedzi ojciec z synem, Czesi. Przyjechali z Jesenika, więc są dla mnie niemal sąsiadami :D

Wypiliśmy po pięć piwek i podobnie jak wcześniej skończyło się schłodzone... Ogólnie nieźle zaszaleliśmy, ale Albania jest jeszcze całkiem tanim krajem, ale to tylko kwestia czasu jak komercja związana z turystyką ją "zepsuje". W każdym bądź razie za tak solidny dwudaniowy obiad tyleż piw, że lepiej o tym już głośno nie mówić zapłaciłem w przeliczeniu na osobę po 84 złote i w tym było 1/3 napiwku ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trochę rozleniwieni ruszamy dalej. Zanim opuścimy miasto trzeba jeszcze wydać resztę gotówki. W markecie wydajemy całą walutę albańską, którą mieliśmy.

Obrazek

Obrazek

Przekraczamy most na rzece Buna i po kilku kilometrach wjeżdżamy ponownie do Czarnogóry w Sukobine. Pierwszy sklep i robimy jeszcze jedne dzisiaj zakupy. Według naszych dzisiejszych zamiarów już nie będziemy mieć takiej możliwości ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W miejscowości Katerkolle wdrażamy swój plan i odbijamy w pasmo górskie Rumija. Niesamowite jak wiele tutaj żółwi, których ściągnęliśmy kilka z jezdni ratując je od śmierci pod kolami samochodów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A my nabieramy mozolnie wysokości. Jest już dość późno i też trochę się dzisiaj rozleniwiliśmy, a tu dość spore podjazdy przed nami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Bardzo dużo w tej okolicy jeździ samochodów na rejestracjach ze stanów. Przeważają te z Nowego Jorku.
Oczywiście widząc przydrożną restaurację" Panorama" wstępujemy na piwo, a nawet na dwa. Faktycznie niezła stamtąd rozpościera się panorama.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Właściciel bardzo dobrze mówi po polsku i gdyby nie marniutki dystans tego dnia to skorzystalibyśmy z jego zaproszenia na nocleg. Mieliśmy propozycję 10 eurasów pokój lub po prostu jak byśmy woleli to za darmo moglibyśmy rozbić namioty na łące poniżej hotelu ;)

Ale my chcemy jeszcze trochę kilometrów dziś pokonać. Na przełęczy ekipa uwija się budując miejsce odpoczynku dla turystów. Fajny ro punkt widokowy na jezioro szkoderskie. Chociaż przejrzystość powietrza jak to w upalny letni dzień po prostu beznadziejna ;P

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A my teraz jedziemy tak trochę na siłę. Lenistwo coraz bardziej się nam udziela. Droga raz wiedzie w dół by po chwili stromo piąć się do góry. Jeszcze w jednym niewielkim sklepiku Grzesiu robi zakupy. Już po zachodzie słońca na drodze spotykamy stwora.....

Obrazek

Obrazek

Niesamowitych rozmiarów to pasikonik, którego miejscowy chłopaczek nazwał karkalec nie potrafiąc znaleźć nazwy w języku angielskim. Zresztą my również byśmy nie potrafili ;)

A my jeszcze za dnia decydujemy się rozwiesić hamaki. Zasypiamy jednak późno bo trzeba było opróżnić jeszcze pól litra, które kupiłem na granicy Czarnogóra/Albania ;)

Obrazek

Obrazek

Tradycyjnie więcej zdjęć w galerii: https://photos.app.goo.gl/eqViuGnA18ceErbn7

cdn...
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2166
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 28 października 2018, 17:47

Rowerowy Eurotrip 2018 - Dzień 9 - Rumija i Lovcen - 22.07.2018

I znowu to samo, i znowu jest problem ze wstawaniem. Więcej nie piję ;) Tym razem ja postawiłem flaszkę i tym razem sam do siebie mogę mieć pretensje o późne zwleczenie się z hamaka. No ale jak już się to udało to w sumie całkiem szybko wyruszyliśmy w drogę.

Obrazek

A trasa dzisiaj bardzo widokowa ! Przejeżdżamy przez niewielkie osady składające się z zaledwie kilku obiektów. W sumie bardziej są to pojedyncze gospodarstwa. Część przystosowana pod turystykę. Są miejsca odpoczynku, i punkty widokowe. Tablice z opisem okolicznych atrakcji, a nawet niewielkie sklepiki. Problem w tym, że wszystko pozamykane, a bardzo chętnie byśmy kupili coś do picia. Oj pragnienie dzisiaj bardzo będzie nam doskwierać !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przez przeszło dwadzieścia kilometrów nie spotykamy żywej duszy. Temperatura dość szybko wzrasta, a płynów coraz bardziej ubywa. Widoki są przednie !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trasa ogólnie dość interwałowa. Trochę pod górę i trochę w dół. Fajnie pokonuje się kolejne kilometry. W końcu trzeba zjechać nad jezioro do miejscowości Virpazar. Bardzo liczymy, że znajdziemy tam czynny sklep....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Virpazar to niewielkie miasteczko ale bardzo mocno oblegane przez turystów. Ciężko było się przecisnąć przez tą zakorkowaną miejscowość. Najważniejsze jednak, że jest jeden duży czynny market ! W koło kręci się wielu "naganiaczy" turystów zapraszających np. na rejs łodzią motorową po jeziorze.

Obrazek

Obrazek

Pewnie pokręcił bym się tutaj, ale chęci mi odeszły, więc jedziemy dalej. Trasa konkretna. Kilka serpentyn pod górę w niemiłosiernym upale dało się we znaki. U góry przerwa na drugie śniadanie w cieniu drzew oliwnych. Cykady zwariowały.....
Ponownie przemierzamy zadupie. No może teraz nie tak wielkie jak na początku dzisiejszego dnia bo mijamy większe osiedla i więcej samochodów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Uświadamiamy sobie, że zakupy, które zrobiliśmy były jednak zbyt skromne. W mijanych miejscowościach dostępu do wody nie ma....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Droga oznakowana jako trasa rowerowa. Trzeba przyznać, że bardzo ciekawa i warto ją polecić cyklistom.

Na horyzoncie widoczna już nasza główna dzisiejsza atrakcja - Park Narodowy Lovcen. Ale zanim tam dotrzemy jeszcze wiele wysiłku nas czeka....

Obrazek

Obrazek

Zjeżdżamy do miejscowości Rijeka Crnojevića. Nazwę tą nosi również rzeka przepływająca przez tą wieś. Był nawet krótki epizod w XV wieku gdy miejscowość była stolicą kraju. Przejeżdżamy przez kamienny most przerzucony nad rzeką i zażywamy kąpieli w ogólno dostępnym hydrancie z bieżącą wodą. Wykorzystuje chwilę przerwy i idę pod okazały pomnik poświęcony poległym w latach 1919-45.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Postanawiam ruszyć w drogę do Cetinje szybciej mając świadomość, że Grzesiu jest mocniejszy. Chociaż bardziej liczyłem na to by mieć więcej czasu na wykonywanie zdjęć po drodze. Po kilkuset metrach wstępuję w centrum miejscowości do sklepu. Dwie minuty i zrobiłem zapasy płynów na kolejny etap dzisiejszej trasy.

Obrazek

A trasa niesamowicie widokowa. Bardzo kręta i stroma. Powoli jednak pokonuję kolejne metry. Tylko coś Grzesia w ogóle nie widać.....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po drodze wiele pomniczków upamiętniające osoby, które zginęły gdzieś w okolicy.

Obrazek

Obrazek

No dobra, ale po kilku kilometrach podjazdu docieram do głównej drogi łączącej stolicę kraju - Podgoricę z Cetinje. Ruch na niej spory. Ale wiecie co było takiego czym byłem zaskoczony ? Otóż zobaczyłem przed sobą Grzesia ! Zachodziłem o to w którym miejscu mógł mnie wyprzedzić i wyszło mi, że na samym początku gdy byłem tą krótką chwilę w sklepie !

I chyba Grzesiu ma jakiś kryzys formy bo bardzo szybko go dogoniłem, a potem odjechałem na tym podjeździe.

Obrazek

Wjeżdżamy do Cetinje i pierwsze co to zakupy. Potem małe kręcenie się po okolicy i jedziemy na obiad do knajpy. Trzeba nabrać energii przed kolejnym dzisiejszym etapem ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zostawiam Grzesia w restauracji i jadę dalej zwiedzać miasto.

Cetynja było kolebką czarnogórskiej państwowości i kultury oraz głównym centrum religijnym, a do 1918 r. stolicą tego kraju. Zgodnie z Konstytucją Czarnogóry z 1992 roku, ze względu na swoje duże znaczenie, Cetynia nosi honorowy tytuł "Stolicy Czarnogóry" ("Prijestolnica Crne Gore").

Jadąc głównym deptakiem w mieście mijam byłą rezydencję prezydenta. W tym upale niemal pustki na ulicach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest też dwór króla Mikołaja I, obecnie muzeum.

Obrazek

Kilka parków, wiele pomników.... I docieram pod cerkiew na Ćipurze. Wybudowana w 1886 roku przez Mikołaja I jako jego kaplica dworska na fundamentach byłej cerkwi zbudowanej przez Ivana Crnojevicia, który został tutaj pochowany. Także prochy króla Mikołaja I i jego żony Mileny zostały tutaj złożone. Cerkiew otoczona jest przez częściowo zburzoną kolumnadę.

Obrazek

Obrazek

Na przeciwko stoi Monaster Narodzenia Matki Bożej. Wielokrotnie niszczony i odbudowywany.

Obrazek

Obrazek

W parku wygrzewa się wiele bezdomnych szczeniaków.

Obrazek

Obrazek

Ok, jadę do czekającego na mnie Grzesia i ruszamy ku głównej dzisiejszej atrakcji. Cel to Park Narodowy Gór Lovcen. Podjazd mamy konkret bo w tym upale musimy zyskać ponad kilometr przewyższenia !

Obrazek

Widać z daleka górkę, na którą mamy zamiar wjechać. Jest nią Jezerski Vrh 1657 m n.p.m.

Obrazek

Widać też najwyższy szczyt pasma z charakterystyczną wieżą nadajnika - Štirovnik 1748 m n.p.m.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Od rozwidlenia dróg trzeba uiścić opłatę 2 euro za wjazd na Jezerski Vrh. Strażnik pyta się gdzie chcemy później jechać, a na wiadomość o tym, że do Kotoru informuje, że droga w tamtym kierunku jest w trakcie rekonstrukcji i przez kilka kilometrów nie ma asfaltu. No nic jesteśmy przecież na rowerach górskich ;)

Obrazek

Obrazek

Trzy finalne kilometry podjazdu są bardzo strome. Gdzieś tam w dali widać pasmo górskie, w którym zaczynaliśmy dzisiejszą trasę - Rumija ;)

Obrazek

Obrazek

Na Jezerskim Vrhu znajduje się okazałe Mauzoleum Piotra II Petrowicia-Niegosza. Wstęp tam jest płatny(3 euro). Na początek trzeba pokonać tunel przez który prowadzi 461 schodów.

Obrazek

Obrazek

Dość eksponowanym chodnikiem docieramy do budowli mauzoleum. Wejścia pilnują dwie postacie Czarnogórek. Wewnątrz ustawiono okazały pomnik Piotra II Petrowicia-Niegosza, który waży bagatela 28 ton ! Sklepienie mauzoleum pokryte złotem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sarkofag ze szczątkami władcy znajduje się w niewielkim podziemiu pod pomnikiem.

Obrazek

Obrazek

Jest też platforma widokowa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Bezpośrednio pod schodami wiodącymi do mauzoleum wkomponowano restaurację w skałę. Ponoć ceny są wysokie, ale ja tam nie korzystałem. Piwo miałem ze sobą ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ok, pora robić odwrót. Mając świadomość, że droga w kierunku Kotoru jest w przebudowie możemy niedotrzeć tam przed zachodem słońca, który jest całkiem bliski. Na razie chłoniemy widoki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Szkoda tylko tej przejrzystości powietrza...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Od miejscowości Žanjev Do mamy do pokonania sławetne serpentyny do Kotoru. Fajnie, że z góry bo nie wyobrażam sobie pod koniec dnia podjeżdżać tędy ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Kotorze zakupy i jedziemy dalej bo na starówkę i tak nie wolno z rowerem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jadąc po nocy pokonujemy jeszcze trochę kilometrów i w Donji Morinj rozbijamy biwak przy opuszczonym domostwie. Tak stromego podjazdu jeszcze podczas tej wyprawy nie mieliśmy....

Obrazek

Obrazek

No i na koniec zdjęcia, dużo zdjęć ! https://photos.app.goo.gl/3bSRCummyFg13X3p9


cdn...
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2166
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 07 listopada 2018, 20:38

Rowerowy Eurotrip 2018 - Dzień 10 - Bośnia i Hercegowina i nieistniejąca linia kolejowa - 23.07.2018

Na noc wybraliśmy fajną miejscówkę przy starym opuszczonym domu. Na tarasie fajnie można sobie było rozwiesić hamak. Nad głową wiszą winogrona i kiwi, ale jeszcze niedojrzałe..... Jesteśmy pewni, że dziś nam nie będą dokuczać komary bo w koło lata kilka nietoperzy, które już postarają się by wszystkie wyłapać ;)

W nocy natomiast mała niespodzianka. Rozszalała się burza. Co prawda więcej było błyskawic i grzmotów niż deszczu, ale i tak na szybko rozwieszaliśmy płachty biwakowe. Zdążyliśmy w ostatniej chwili ;)

Obrazek

Obrazek

I tej nocy w sumie już za długo nie pospaliśmy ponieważ godzinę później zadzwonił budzik wzywając do wstawania, ale jakoś nie chciało nam się i po raz kolejny zbyt późno ruszamy w trasę....

Tak po prawdzie dziś zaliczymy trzy państwa, a nie tylko jedno jak jest w tytule....

Na dziś w planach jest przede wszystkim wykąpać się w zatoce kotorskiej. Plażę w miejscowości Donji Morinj otwierają od dziewiątej. Rozbijamy się pod palmą. Dość długo sobie pływam. Woda jest odrobinę chłodna, a to za sprawą rzeki, której wody w tym miejscu wpadają do zatoki. Ludzi o tak wczesnej porze niewielu. Jakaś starsza Białorusinka z nudów zagaduje nas. Okazuje się, że jest z Brześcia, a jej matka była Polką. Przyleciała tu samolotem, a reszta rodziny podąża samochodem ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po dziesiątej ruszamy na Herceg Novi czyli największe miasto zlokalizowane nad zatoką kotorską. W jednej miejscowości wyprzedza nas kilkudziesięcioosobowa grupa motocyklistów z polski. Jeden z nich się wywraca i szoruje po asfalcie kilkanaście metrów. Nic mu się nie stało bo po chwili szybko wstał i męczył się z ciężkim motocyklem, którego nie był w stanie podnieść. Dopiero jakiś kolega mu pomógł ;)
W Herceg Novi robimy przerwę w knajpie na piwo. Potem jeszcze spore zakupy płynów bo temperatura powietrza jest coraz wyższa.

Obrazek

Obrazek

A teraz musimy podjechać w tym upale do granicy z Chorwacją. Trochę męczarni było nie powiem. Na przejściu ogromna kolejka do odprawy. My standardowo przebijamy się między samochodami i zostajemy odprawieni bez kolejki. Po stronie chorwackiej bardzo szybki zjazd. Gdy już zjechaliśmy naszym oczom ukazują się granatowe chmury na horyzoncie zwiastujące nadchodzącą burzę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na szczęście obyło się bez opadów tylko zaczął wiać strasznie mocny wiatr od północnej strony. Ciężko było mi ustać na punkcie widokowym. W dali widoczne jedno z najdroższych miast Europy, w których miałem okazję być czyli Dubrovnik.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W okolicy lotniska Dubrovnik trwają prace. W wielu miejscach droga rozkopana i miejscami tworzą się zatory bo samochodów tu dość sporo.

O ile wcześniej deszcz nas oszczędził tak na przedmieściach samego Dubrovnika zaczyna padać rzęsisty deszcz. Robimy pauzę pod parasolem przy piekarni. Oczywiście korzystamy z okazji i robimy niewielkie zakupy, a te nas bardzo dużo kosztują bo za trzy burki i piwo płacę przeszło 50 zeta na nasze, no normalnie pogięło ich !

Gdy przestaje padać ruszamy w drogę. Jednak podczas pauzy postanowiliśmy zmienić wcześniej zaplanowaną trasę. Odbijamy ku granicy z Bośnią i Hercegowiną. Tam standardowo długa kolejka do odprawy....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po przekroczeniu granicy diametralna zmiana pogody. Wychodzi słońce, a chmury pozostały gdzieś nad Adriatykiem. Dobry to był wybór i to z jeszcze jednego powodu. Otóż Grzesiu wynalazł jakąś trasę rowerową na swojej mapie, z której wynikało, że nie będzie przewyższeń i co najważniejsze wiedzie w kierunku w którym chcemy jechać !

Okazało się, że to trasa wiodąca po dawnej wąskotorowej linii kolejowej, zwanej "Ćiro". Łączyła ona w przeszłości Dubrownik, Trebinje i Mostar. Kolej wąskotorowa została wybudowana na początku XX wieku. Pierwszy pociąg parowy zwany „Ćiro” przejechał trasę w lipcu 1901 r. Jej kres nastąpił w roku 1971 r. gdy władze Jugosławii zamknęły wszystkie linie, które były nierentowne. Teraz prowadzi tędy niesamowita trasa rowerowa, którą gdy się przejedzie to pozostanie w pamięci na zawsze bo jest to swoiste muzeum na wolnym powietrzu.

Trasa liczy przeszło 150 kilometrów, a po drodze co kawałek można napotkać pozostałości dawnych czasów. Opuszczone stacje kolejowe, wiadukty, tory, tunele pełne nietoperzy, mosty, całe opustoszałe miejscowości. Jednym słowem niesamowite !
Dodatkowy smaczek to przejazd przez w dalszym ciągu zaminowany teren o czym informują tablice porozstawiane w wielu miejscach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przy każdej ze stacji ustawiono tablice gdzie streszczono historię danego miejsca.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoki też są niczego sobie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najwięcej wrażeń dostarczył przejazd przez długi na ponad 340 metrów wykuty w skale tunel pełen nietoperzy ! Grzesiu pozostał gdzieś z tyły bo zaszła u niego potrzeba skonsumowania małego conieco ;) Miejscowy, którego spotkałem przy tunelu trochę poopowiadał historii. Okazało się też, że jest inwalidą wojennym bo został postrzelony w lewą nogę w latach dziewięćdziesiątych i od tamtej pory noga jest sztywna.

W tunelu ogromne ilości nietoperzowych odchodów, w których Grzesiu ugrzązł bo miał węższe opony aniżeli ja. Zastanawiał się nawet czy uda mu się to guano dowieść do domu na oponach :D

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Powoli zaczyna nam brakować płynów, a jazda tą trasą posiada jeden wielki minus - jedziesz kilkadziesiąt kilometrów i nie natrafiasz na żaden sklep ! Trzeba za pamięci zapatrzyć się zanim wyruszymy w te okolice.
W miejscowości Zavala znajduje się największa jaskinia na terytorium Bośni i Hercegowiny. Jest tu również restauracja gdzie można się napić piwa. W końcu ! Dobrze, że można płacić w euro.

Oprócz nas siedzą tu także dwie rodziny jedna to Czesi, a druga to nasi rodacy, a żeby było bardziej śmiesznie to mieszkają kilkanaście kilometrów ode mnie w Prudniku ;P

Obrazek

Chcąc trochę podładować sprzęt elektroniczny dość długo tu siedzimy. Efektem jest późna pora dnia, w której ruszamy dalej. Zdajemy sobie sprawę, że bez zapasów nie ma co kontynuować jazdy tą trasą i postanawiam, że odbijamy na główną drogę i kierujemy się do Ljubinje. Trochę szkoda bo bardzo chętnie bym przejechał całą tą trasę aż do Mostaru, ale jak się nie ma nawet picia to nie ma innego wyjścia. Jednak jeżeli kiedykolwiek wybiorę się w te okolice w przyszłości to będę pamiętać o tej trasie rowerowej. Bo takich rzeczy się nie zapomina !

W Ljubinje byłem już w zeszłym roku i wiem, że jest tam sklep. By jednak tam dotrzeć trzeba zrobić konkret podjazd. Gdzieś w połowie zatrzymujemy się przy przydrożnym straganie i dokonujemy zakupów lokalnych wyrobów ;)

Do miasta docieramy tuż przed zachodem słońca. Sklep jest czynny, ale tylko jeden ! Wyciągam trochę gotówki z bankomatu tak by starczyło na kolejne dwa dni.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po zaspokojeniu pragnienia ruszamy już po zachodzie słońca w kierunku miasta Stolac. Trasa jest interwałowa, ale na koniec konkret zjazd. W zeszłym roku osiągnąłem tutaj 90 km/h, ale to było za dnia. Teraz skromne 70....

Obrazek

Obrazek

Ze Stolaca jedziemy na Mostar. Jednak po kilku kilometrach decydujemy się zatrzymać na noc gdzieś w gęstym zagajniku niedaleko drogi.

Obrazek

Obrazek

Galeria: https://photos.app.goo.gl/eErmcnTkmSdEuxUT9

cdn...
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2166
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 11 listopada 2018, 7:20

Rowerowy Eurotrip 2018 - Dzień 11 - Wzdłuż Neretwy...- 24.07.2018

Noc minęła bez historii. Zresztą początek dnia również taki jakiś nijaki. Kierujemy się do perełki Bośni i Hercegowiny czyli do Mostaru. Widoki są spoko, ale dupy jakoś nie urywają dlatego tylko kilka fotek po drodze.

Obrazek

Obrazek

Zjeżdżamy do doliny, którą płynie "Boska" Neretwa. Przez 2/3 dnia właśnie wzdłuż tej rzeki będziemy podążać.
Gdzieś na przedmieściach Mostaru wbijamy do knajpy przy stacji paliw na piwo. Dziś kolejny upalny dzień i to już od wczesnych godzin porannych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mostar jest najcieplejszym miastem w Bośni i Hercegowinie, a jednocześnie jednym z najbardziej nasłonecznionych miejsc w Europie. I gdyby nie rzeka Neretwa zapewne byłaby tu pustynia, a tak panuje tu przyjemny śródziemnomorski klimat.

Oczywiście pisząc Mostar wszystkim na myśl przychodzi Stary Most. No i my oczywiście chcieliśmy go zobaczyć. Najpierw z daleka. Całkiem ładnie się prezentuje.

Obrazek

Obrazek

Później trzeba się trochę pomęczyć by przedostać się w jego najbliższą okolicę. Tłumy turystów na każdym kroku, a w jego najbliższym sąsiedztwie znajduje się Stary Bazar.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najstarsza część miasta to głównie wpływy Tureckie. Widać to na niemal każdym kroku.

Najważniejszym zabytkiem jest położony w centrum XVI-wieczny kamienny Stary Most, wybudowano go w miejsce starej drewnianej przeprawy w roku 1566. Stał niewzruszenie przez 427 lad do dnia 9 listopada 1993 roku gdy w wyniku działań wojennych został on zburzony przez Chorwatów. Jego odbudowę zakończono 23 lipca 2004 r. Więc tak po prawdzie ten Stary Most jest całkiem nowym mostem ;)
W lipcu 2005 Stary Most i jego najbliższe otoczenie zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.
Grzesiu czeka przy moście a ja biegam w jego okolicy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No i ok, zaspokoiliśmy swoją ciekawość to teraz pora się wydostać z miasta, a i jeszcze jedno musimy zrobić zakupy !

Przebijamy się przez miasto. W wielu miejscach ewidentne ślady działań wojennych z lat dziewięćdziesiątych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wpadamy na główną drogę łączącą Sarajewo z Dubrovnikiem. Ruch dość spory, ale jedzie się całkiem fajnie. Podążamy w górę biegu Neretwy.

Obrazek

Obrazek

Po drodze do Jablanicy mijamy niewielkie spiętrzenia wód Neretwy gdzie działają niewielkie elektrownie. Woda rzeki ma nieziemski kolor !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Robimy też krótki postój na kąpiel. Woda przyjemnie chłodna. Fajne uczucie w ten upalny dzień :)

Obrazek

Obrazek

Im bliżej Jablanicy tym kanion, w którym płynie rzeka coraz bardziej się zawęża. Coraz wyższe też szczyty wokoło.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Jablanicy w pierwszej połowie roku 1943 rozegrała się bitwa pomiędzy siłami Osi, a jugosłowiańskimi partyzantami. Partyzanci mimo przeważającej liczby wojsk sprzymierzonych wyłamali się z okrążenia i byli zdolni do kontynuowania walk. Dziś o tamtych wydarzeniach przypomina muzeum bitwy, którego otwarcia dokonał osobiście przywódca partyzantów, a później marszałek Jugosławii oraz naczelny dowódca armii jugosłowiańskiej - Josip Broz Tito.

Obrazek

Obrazek

W 1969 roku na potrzeby największej produkcji kinowej ówczesnej Jugosławi zrekonstruowano zniszczony podczas działań wojennych most by następnie go wysadzić. Teraz wraz z ustawioną lokomotywą wszystko ciekawie wygląda.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nadeszła pora by opuścić trasę wiodącą wzdłuż Neretwy. Kierujemy się na Prozor. Trasa trochę nieprzyjemna bo mieliśmy kilka taki jakch to mówię "wrednych hopek" do pokonania.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po drodze robimy jeszcze jakieś niewielkie zakupy coby nam w gardłach nie zaschło i rozpoczynamy najtrudniejszy dziś podjazd. Widoki całkiem fajne z tego podjazdu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widać m.in. najwyższy szczyt Hercegowiny - Pločno 2228 m jeden z naszych celów na tą wyprawę niestety nie udało się tego zrealizować :/ Szczyt z tej perspektywy mało charakterystyczny i ciężko byłoby opisać który to ;)

Obrazek

Wysokość jaką dziś osiągamy to 1100 m. Teraz czeka nas zjazd, bardzo długi i szybki zjazd. Jest tak szybko, że aż szkoda się zatrzymywać by zrobić jakieś zdjęcie ;)

Obrazek

Obrazek

Później się już trochę wypłaszcza. Znaczy się ciągle jedziemy w dół, ale teraz już trzeba użyć trochę mięśni by się toczyć naprzód. Dość szybko przybywa nam kilometrów. W jednej miejscowości niewielkie i ostatnie już dziś zakupy.

Ach, teraz jedziemy już wzdłuż innej znanej rzeki Vrbas. O niej będzie w kolejnej części bo niemal cały następny dzień będziemy jechać wzdłuż właśnie tej rzeki ;) Tymczasem po zapadnięciu ciemności odbijamy na jakąś leśną drogę w celu rozbicia kolejnego biwaku...

Obrazek

Obrazek

Galeria foto: https://photos.app.goo.gl/PZ1mEZxFmrnt4FnX7



cdn....
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2166
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 16 listopada 2018, 21:30

Rowerowy Eurotrip 2018 - Dzień 12 - Wzdłuż rzeki Vrbas - 25.07.2018

W końcu normalne drzewa gdzie możemy rozwiesić bez problemu hamaki ! I nie ma wszędobylskich roślin ciernistych ;) Noc zupełnie bez historii. Tym razem nie musimy zbyt szybko wstawać ponieważ na dzisiejszy dzień nie zaplanowano nam żadnych większych podjazdów. Ale jak to bywa gdy się czegoś nie musi to oczywiście się to robi.. 07:30 jesteśmy już na głównej drodze i kierujemy się na północ.

Obrazek

Jedziemy wzdłuż rzeki Vrbas. Będziemy wzdłuż niej jechać przez większą część dnia.

Dość szybko docieramy do miasta Jajce leżącego w miejscu łączenia się rzeki Vrbas z rzeką Pliva. Dla nas Polaków nazwa miasta może się wydawać co najmniej śmieszna no nie ? ;)

Miasto jest ważnym ośrodkiem turystycznym. Widać to nawet teraz, w środku tygodnia i o tak wczesnej godzinie. Najbardziej znaną atrakcją jest wysoki na 23 metry wodospad. Nie powiem widok robi ogromne wrażenie !

Obrazek

Obrazek

Nad miastem góruje wybudowana w XIV wieku twierdza.

Obrazek

Obrazek

Oprócz tego znajdują się tu częściowo zachowane mury obronne z bramą wjazdową(Travnicką). Właśnie tutaj przy bramie postanawiamy wpaść do przydrożnej knajpy na śniadanie.

Obrazek

Szybko wypijam browarka i jadę na miasto.

Wiele tu typowych muzułmańskich domów, które charakteryzują się ciemnym, ciasnym parterem oraz wystającym poza całość pomalowanym na biało piętrem.

Obrazek

Największy meczet w mieście nosi ponoć jako jedyny w europie imię żeńskie - Esme Sultanija.

Obrazek

A w parku ustawiono kilka rzymskich sarkofagów...

Obrazek

Wracam dokończyć śniadanie i ruszamy w dalszą drogę. O ile nazwa miasta jest śmieszna to znak przy drodze wydaje się być jeszcze bardziej śmieszny. Oczywiście dla nas :D

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po niemal trzydziestu kilometrach ciągłej jazdy w dół przychodzi nam zrobić w tym upale jeden podjazd. Gdyby nie ta wysoka temperatura powietrza to nie byłoby z tym większego problemu, a tak to się trochę trzeba było pomęczyć ;) Za to u góry czeka na nas jeden z ładniejszych widoków podczas całego wypadu, a jest nim przełom rzeki Vrbas. W tym miejscu wody rzeki zostały spiętrzone tamą elektrowni wodnej w miejscowości Boćac, a sama rzeka robi kilka niezłych "zawijasów".

Obrazek

Obrazek

Z poziomu gruntu robi niesamowite wrażenie, ale widok z góry jest jeszcze ciekawszy!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I znowu ciągle w dół. Tym razem przez czterdzieści kilometrów. I tak docieramy do drugiego pod względem wielkości miasta Bośni i Hercegowiny - Banja Luki. Miasto samo w sobie nie ma zbyt wiele zabytków, a to ze względu na zawirowania we własnej historii. Szczególnie najnowsza historia odcisnęła na mieście i okolicy swe piętno. Większość tutejszych zabytków zostało po prostu zniszczonych przez co miasto nie było zbyt popularne wśród turystów, ale ostatnio coraz bardziej się to zmienia. Z gruzów odbudowywane są wszystkie najważniejsze zabytki. Nie tylko sami ludzie byli sprawcami zniszczeń ale również natura, która pokazała swą potęgę w październiku 1969 roku gdy w skutek trzęsienia ziemi zniszczonych zostało 80 % zabudowy miejskiej.

Przed wojną domową było tutaj 16 meczetów ale Serbowie zburzyli wszystkie. Część z nich odbudowano jak chociażby najpiękniejszy z nich Ferhadija.

Obrazek

Obrazek

Dominującą w krajobrazie świątynią jest całkiem współczesny prawosławny Sobór Chrystusa Zbawiciela.

Obrazek

Nad rzeką Vrbas stoi najstarsza budowla Banja Luki – twierdza Kastel z XVI wieku. Obecnie jak w wielu miejscach miasta tak i tu trwają prace rekonstrukcyjne.

Obrazek

Obrazek

Aktualnie w czasie się kiedy przejeżdżaliśmy przez miasto panował straszy upał i może dlatego panowała tu trochę ospała atmosfera. Nawet na drogach ruch umiarkowany i po prawdzie przez tak duże miasto jechało się nam całkiem przyjemnie.

Oczywiście chcemy wydać jeszcze resztę gotówki, którą posiadamy, więc wstępujemy do marketu na zakupy ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na przedmieściach wstępujemy do piekarni na świeże bułeczki. Ceny czterokrotnie niższe jak na przedmieściach Dubrownika ;)

A i jeszcze jedno ! Bardzo zasmakowała nam cola, którą można kupić również w Serbii - Cockta. W smaku bardzo przypomina Kofolę jednak posmak ziół jest delikatniejszy.

Obrazek

Obrazek

Gonimy ku granicy z Chorwacją na rzece Sawa. Jak zwykle kolejka dość spora, ale nam to nie przeszkadza i szybciutko jesteśmy na moście granicznym. Kilka fotek pamiątkowych i jedziemy dalej,na północ.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Początek trasy na chorwackiej ziemi jest przyjemny, ale dość monotonny. Jedziemy ze znaczą prędkością ku widocznym w dali niewysokim górkom. Przed nami niewysoka przełęcz, na której spotykamy już trochę podrośniętego szczeniaka owczarka. Wyleguje się w rowie i widać, że jest tu od bardzo dawna. Zatrzymuję się i wyciągam swoje zapasy. Szybko do mnie podbiega na zawołanie i jeszcze szybciej zjada opakowanie kiełbasy. Potem jakby nigdy nic wraca na swoje legowisko....

Obrazek

...., a my tymczasem zjeżdżamy do uzdrowiska Lipik. Miasto położone w dolinie rzeki Pakry. Okolice te zamieszkane były już za czasów rzymskich. Wówczas też odkryto tutaj źródła wód leczniczych. W połowie XVIII wieku zbudowano tu jedno z pierwszych źródeł termomineralnej wody w Europie i wtedy rozpoczął się rozwój uzdrowiska. W kolejnym wieku wokół uzdrowiska wybudowano wille i hotele. Uzdrowisko staje się bardzo popularne wśród turystów.

I jak to w uzdrowisku jest duży park, wiele pomników oraz fontann. Nie wszystkie obiekty uzdrowiskowe dotrwały do dnia dzisiejszego. Po niektórych pozostały jedynie fundamenty, a inne choć są zabezpieczone to ich stan jest bardzo zły.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jedziemy pod główne źródło wody termalnej. Odwiertu w tym miejscu dokonano w 1870 roku na głębokość 234,7 metra. Temperatura wody jest stała i wynosi 64 stopnie. Trzeba uważać by sobie ust nie poparzyć ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W mieście wiele śladów wojny domowej.

Obrazek

Obrazek

Jeszcze tylko male zakupy i jedziemy do sąsiedniego Pakraca. Przejeżdżamy przez miasto i gdy jeszcze jest jasno postanawiamy rozbić się w lesie na kolejny biwak. W sumie dzisiaj nie jest źle ponieważ dystans wrócił do normalności bo zrobiliśmy w końcu przeszło 200 km ;)

Obrazek

Obrazek

Galeria z tego dnia tu: https://photos.app.goo.gl/zhfPUyMrBKD6efLG9

cdn
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2166
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 21 listopada 2018, 19:50

Rowerowy Eurotrip 2018 - Dzień 13 - Przez Slavonię na Węgry.... - 26.07.2018

Szykuje się kolejny upalny dzień. Nawet w nocy jest całkiem ciepło, a o poranku termometr pokazuje powyżej dwudziestu stopni.... Dość wcześnie się budzę i nie mogę już zasnąć. Około siódmej budzę Grześka, który o dziwo tym razem uwinął się w czasie poniżej jednej godziny ! ;)

Obrazek

Ruszamy w trasę. Na drodze jak na razie pustki. Tak docieramy do Daruvaru. To niespełna dziesięciotysięczne miasto posiada bogatą historię związaną z leczniczymi źródłami termalnymi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wody termalne historycznej krainy Slavonia we wschodniej Chorwacji, położone w międzyrzeczu Sawy i Drawy są pozostałością po Morzu Panońskim. Trzy gorące źródła na równinie Slawonii to jedyne słone wody tego typu w całej Europie, które naprawdę zasługują na miano gorących ponieważ ich temperatura to ponad 90°C. Oprócz Durvaru jest jeszcze Lipik, w którym byliśmy dzień wcześniej oraz Bizovačke Toplice.

Samo miasteczko również niczego sobie. Jest czysto i ładnie. Na rynku fajne ławki z solarami oraz gniazdkami usb gdzie można bezproblemowo podładować niemal każde urządzenie elektroniczne :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W północnej części miasta, w parku znajduje się okazały barokowy pałac.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W przypałacowym parku zaczepia nas miejscowy, który wypytuje nas o wiele rzeczy. Mówi nam, że chwilę przed nami była tu młoda para z polski, która podąża na rowerach do Grecji. Pokazywał nam nawet kontakt mail, który od nich dostał.

Okolica, przez którą jedziemy staje się płaska i przez to mało ciekawa. Chcieliśmy się wykąpać w rozlewiskach rzeki Ilova, ale widok zarośniętej i zamulonej wody nas zniechęcił. Dodatkowo ciągle słychać jak myśliwi polują na kaczki z łodzi. Jemy drugie śniadanie i uderzamy na Grubišno Polje. Tam najwyższa pora zrobić jakieś zakupy. Gdy Grzesiu chodzi pomiędzy regałami klimatyzowanego marketu ja sobie po prostu siedzę pod ścianą na zewnątrz. Z nudów obserwuję senne życie mieszkańców...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po niemal trzydziestu kilometrach docieramy do miasta Virovitica. Byłem tu kilka ładnych lat temu, ale przejeżdżałem tylko późną nocą. Centrum obecnie cale rozkopane bo właśnie przeprowadzane są prace remontowe barokowego pałacu oraz rewitalizowany jest cały teren w około.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na przedmieściach wpadamy do niewielkiego sklepu na piwo. Tak nam zasmakowało, że na jednym nie skończyliśmy ;)
Wyskakuję na moment na nieodległy żydowski kirkut. Idę pieszo bo to może ze 300 metrów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Do granicy chorwacko węgierskiej na rzece Drawa jest już całkiem blisko. Szybko pokonujemy te równinne tereny. Na przejściu granicznym tym razem zupełne pustki. Robimy kilka fotek na moście granicznym i wjeżdżamy na terytorium Węgier do Barcs.

Obrazek

Obrazek

Można już wymienić walutę, którą mamy w portfelach ;) A gdy to już zrobiliśmy to trzeba zrobić pierwsze zakupy po powrocie do strefy Schengen ;)

W dzisiejszym dniu chcemy dotrzeć w okolice Balatonu. Nie powinniśmy mieć z tym większego problemu bo okolica zupełnie płaska. Na początek wybieramy mniej uczęszczane drogi. Na drodze czasami tylko przemknie jakiś ciągnik rolniczy. W tym upale Grzesiu mi niemal zasypia jadąc rowerem. Nogi pracują, ale mózg się już chyba wyłączył ;)

Robimy pauzę na kąpiel w jednym z dopływów Drawy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przez długi czas nic ciekawego nie ma. Dosłownie ! Postanawiamy wrócić na główny trakt wiodący na północ tak by trochę przyśpieszyć jazdę. Na głównej drodze zmiana do tego co było pięć lat temu. Zakaz jazdy rowerem, ale za to jest ładna ścieżka rowerowa :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No i tuż przed zachodem słońca docieramy nad Balaton. Teraz musimy przebić się na drugą stronę w okolicę Keszthely. Nie jest to takie proste bo turyści dosłownie oblegają te okolice i jest po prostu ciężko przejechać gdy piesi chodzą jak chcą po ścieżce rowerowej :/ Dlatego część trasy jedziemy główną drogą mino zakazu jazdy rowerem ;P

Obrazek

Obrazek

Gdy przejeżdżamy przez Kaszthely jest już ciemno. Wybieramy jedną z dróg wiodących na północ i wynajdujemy fajną miejscówkę kilka kilometrów za miastem....

Obrazek

Obrazek

Galeria: https://photos.app.goo.gl/EKUiUHq7QQwSwAmU7

cdn...
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2166
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 23 listopada 2018, 20:25

Rowerowy Eurotrip 2018 - Dzień 14 - Przez Węgry na Słowację - 27.07.2018

To była kolejna przyjemna noc. Tak się rozleniwiliśmy, że nawet mi nie chciało się tym razem zbyt wcześnie wstawać ..., trzeba jednak w końcu ruszyć w dalszą drogę. Ta na samym początku nie będzie należeć do najłatwiejszych ponieważ musimy się przedrzeć przez niewysokie, ale upierdliwe wzniesienia na północ od Balatonu. Dość sporo czasu zajęło nam przejechanie na drugą stronę Lasu Bakońskiego. Później to już zupełny luzik niemal przez resztę dnia.

Obrazek

Kilka minut po dziewiątej docieramy do Sümeg. Już z daleka jest widoczny tamtejszy zamek na 80 metrowym wzniesieniu.

Obrazek

Ten potężny średniowieczny zamek obronny został wzniesiony w XV wieku w miejscu dawnego drewnianego grodu obronnego. Fundatorem twierdzy był ówczesny król Węgier Bela IV. Głównym zadaniem owej twierdzy miała być ochrona miasta jak i okolicznych terenów przed częstymi najazdami Tureckimi. Ale już w 1342 roku miasto zostało podbite i zajęte przez Osmanów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widok z lotu ptaka robi duże wrażenie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Samo miasteczko choć niewielkie posiada kilka ciekawych obiektów jak chociażby - XVIII wieczny barokowy kościół Wniebowstąpienia, Pałac Biskup czy też klasztor Franciszkanów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Grzesiu jeszcze przed wyjazdem ubzdurał sobie, że chce odwiedzić miejscowość Jánosháza bo skojarzyło mu się z Janusz hasa :D

Więc zupełnym przypadkiem tam trafiliśmy ;)

Całkiem fajna miejscowość z barokowym pałacem(niedostępnym) czy też barokowy kościołem św. Jana Chrzciciela.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W parku w samym centrum jest niewielki cmentarz żołnierzy radzieckich.

Obrazek

Obrazek

Robimy niewielkie zakupy, głównie płynów i lecimy dalej.

Celldömölk to kolejne dziś miasteczko, przez które przejeżdżamy. Jednak jest tak gorąco, że siadamy tylko na głównym placu na ławce sącząc piwo..., a nie ja robię niewielką pętelkę przejeżdżając obok kilku pomników, fontann czy też barokowego kościoła.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Planem na dziś jest przede wszystkim by zjeść w końcu jakiś solidny, ciepły posiłek. Chcieliśmy to zrealizować w kolejnej większej miejscowości jaką jest Beled. Niestety poza spożywczakiem i sklepem z wyrobami tytoniowymi nie znaleźliśmy żadnej knajpy....

Jedziemy, więc dalej wzdłuż autostrady po starej drodze nr. 86. Bardzo szybko docieramy w ten sposób do Csorny.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu też nie potrafimy znaleźć jakiejkolwiek knajpy ! Robimy spore zakupy na wieczór i na poranek dnia następnego. Miasto ogólnie bardzo rozkopane w samym centrum. W końcu jednak jakiś miejscowy prowadzi nas do jedynej jak twierdzi restauracji w mieście. Full wypas, jedzonko w przyzwoitych cenach i bardzo smaczne. Zapomniałem tylko zrobić tam jakiegokolwiek zdjęcia :/

Po bardzo długim popasie(zbyt długim) ruszamy dalej ku największemu miastu w okolicy, którym jest Győr.
Zwiedzania miasta tym razem nie będzie, ot tyle co tylko przez nie przejedziemy.

Obrazek

Obrazek

No dobra trochę się poszwendaliśmy w okolicy starówki. Warto tu zatrzymać się na dłużej ze względu na to iż Győr jest barokową perełką Węgier. My jednak nie mamy już za wiele dziś czasu. Chcemy jeszcze tego samego dnia wjechać kilkanaście kilometrów w głąb Słowacji.

Obrazek
Synagoga z lat 1868-70

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Kościół św. Ignacego Loyoli

Obrazek

Jedynie w dwóch miejscach się zatrzymaliśmy. Jedno to skwer nad Dunajem, a drugie to most z widokiem na wpadającą w tym miejscu Rabę do Dunaju.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Teraz trzeba wydostać się z miasta. Nie ma z tym większego problemu. Te zaczynają się dopiero na przedmieściach gdzie ustawiono znak zakazu jazdy rowerem. Jesteśmy zmuszeni trochę kombinować by się dostać na granicę ze Słowacją. Trochę tracimy czasu na szukaniu objazdów, ale tuż przed samym zachodem docieramy na most graniczny na Dunaju.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po słowackiej stronie jedziemy kilka kilometrów po wale nad Dunajem. Wiedzie tamtędy trasa rowerowa. W miejscowości Sap mamy zamiar zjechać z rowerówki. I właśnie w tym miejscu spotykamy Marcina, który jest w trasie od ponad roku. My to mamy sporo bagaży, ale on to dopiero jest obładowany. Dość długo rozmawiamy. W sumie już nie mogłem wytrzymać tak stojąc i będąc kąsanym przez komary. Czułem, że wszystko mnie swędzi ! Tak na dobrą sprawę to Marcin nawet nie wie nad jaką rzeką właśnie się znajduje ;)

Obrazek

Jedziemy jeszcze kilkanaście kilometrów i ze słabym dystansem dziennym lądujemy gdzieś w lesie w okolicy miejscowości Vrakúň. Mimo wczesnej pory rozbijamy się na przedostatni biwak podczas tej wyprawy....

Obrazek

Obrazek


Galeria ze zdjęciami pod tym linkiem: https://photos.app.goo.gl/RS7EKxtWS5KKLm3X7


cdn....
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2166
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 04 grudnia 2018, 17:59

Rowerowy Eurotrip 2018 - Dzień 15 - Słowacja i tradycyjnie burze ;) - 28.07.2018

Wyprawa zbliża się już ku końcowi. W sumie jakby się tak sprężył to dałby radę dotrzeć do domu i w jeden dzień. Jednak o tym nawet nie myślimy ;)

Przedostatniego dnia wstajemy po ósmej. Nie ma pośpiechu bo trasa jest płaska i powinniśmy osiągnąć dość wysoką średnią jazdy(przynajmniej na początku). Po dwudziestu kilometrach faktycznie średnia wychodzi przeszło 27 km/h. Ale jeszcze dzisiaj będą wzniesienia, a w zasadzie Małe Karpaty, które są już górami przecież ;)

Odwiedzamy Seniec. To niewielkie miasto około 30 kilometrów na wschód od Bratysławy. Mimo już wysokiej temperatury powietrza jest dość spory ruch pieszych. Robimy tu sobie pauzę na piwo w cieniu drzew rosnących na rynku. Znaczy się Grzesiu robi przerwę bo ja standardowo robię objazd okolicy ;)

Ładne miasteczko.

Obrazek

Obrazek

W 1825 roku, wybudowano w Sencu jedyną z okolicy synagogę.

Obrazek

Ciekawym obiektem jest słup hańby wzniesiony w 1552 roku, przy którym publicznie biczowano skazanych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Godzinę później jesteśmy już w mieście Pezinok. Pierwsza pisemna wzmianka na temat miejscowości pochodzi z 1208 roku. W czerwcu 1647 miasto otrzymuje z rąk króla węgierskiego Ferdynanda III prawa wolnego miasta królewskiego. Dzięki temu obecnie mamy tu sporo zabytków.

Wzniesiona w 1749 roku kolumna maryjna.

Obrazek

Kilka świątyń(w tym jedna z XIV wieku).

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W północnej części historycznego centrum stoi pałac. Pierwotnie była to twierdza wodna z XIII wieku. Zbudowany został w XIII w, jako zamek wodny i należał do najbogatszych i wpływowych szlacheckich rodów węgierskich. Z wiekami został przebudowany na pałac jednak do dnia dzisiejszego nosi znamiona pierwotnej budowli.

Od ośmiu lat obiekt poddawany jest pracom renowacyjnym.

Obrazek

Obrazek

Są też pomniki SNP oraz wyzwolicielom i poległym

Obrazek

Obrazek

Grzesiu skończył piwo, więc możemy jechać do nieodległej Modrej. Podobnie jak Pezinok miasto zlokalizowane u stup Małych Karpat. Co prawda szybciej byłoby przejechać przez góry na północną stronę właśnie z miasta Pezinok, ale ja chciałem zobaczyć zamek Červený Kameň.

Modra czasami nazywana jest perłą Małych Karpat. W 1607 roku cesarz Rudolf II przyznał miastu przywileje wolnego królewskiego miasta. W latach 1610 – 1646 miasto wybudowało system umocnień miejskich z trzema bramami. Z tego wszystkiego zachowały się jedynie fragmenty obwarowań oraz tzw. Brama Górna.

Obrazek

Wśród zabytków najstarszym jest gotycki kościół św. Jana Chrzciciela datowany z drugiej połowy XIV wieku.

Obrazek

Obrazek

W 1826 roku zbudowano artykularny protestancki kościół słowacki. Natomiast w 1834 roku w stylu neoklasycystycznym postawiono protestancki kościół niemiecki.

Obrazek

W mieście podobnie jak wcześniej Grzesiu chowa się gdzieś w cieniu. Mówi : "czekam tu na ciebie", a ja robię objazd starówki. Po moim powrocie nie ma Grzesia. Jeżdżę jeszcze raz po centrum szukając go. Dostaje sms "pojechałem dalej tą drogą, którą mamy jechać". No to długa jak wariat w pogoń. Jadę i jadę, a Grzesia nie widać. Dostaję kolejnego smsa " W Casta zatrzymałem się na piwo naprzeciwko stacji jakby co" No tak, a ja już przejechał tą miejscowość ! Teraz to niech Grzesiu mnie goni! :D

Obrazek

No i goni mnie. A ku nam obydwu zmierza wielka czarna chmura. Opady deszczu są nieuniknione. Niedane mi będzie zobaczyć z bliska zamku Červený Kameň. Zaczyna padać, Grzesiu mnie dogania. Daleko nie ujechaliśmy rozszalało się piekło. Chowamy się na chwilę w Trstinie by zabezpieczyć bagaże i w ulewie oraz płynących drogą potokach jedziemy dalej na Senicę.

Obrazek

Obrazek

W tym roku na Słowacji każdego dnia mokłem, więc kraj nie był zbyt gościnny jeżeli chodzi o aurę ;)

Po drugiej stronie Małych Karpat oczywiście sucho bo tu nie padało. No może jeszcze trochę pokropiło w Jablonicy.

Obrazek

Obrazek

W mieście Senika 2-3 zdjęcia w centrum i za miastem odbijamy na drogę nr. 500 wiodącej ku granicy z Republiką Czeską. Kilka niewielkich podjazdów i docieramy na granicę.

Obrazek

Obrazek

Kawałek drogi po wierzchowinie i natrafiamy na strasznie chwiejącą się wieżę widokową. Ciekawostką jest, że wieża stoi pomiędzy znacznie wyższymi wzniesieniami ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zjeżdżamy teraz w dolinę. Zadupiami docieramy do Uherské Hradiště. Stąd wybieramy trasę rowerową wzdłuż kanału Baťův.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kanał ten wybudowano w latach 1935-38 i liczy 52 kilometry długości. Obecnie służy celom rekreacyjnym.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tak docieramy do Napajedli gdzie decydujemy się niedaleko rozbić na nocleg.

Obrazek

Obrazek

Galeria: https://photos.app.goo.gl/XnqxKSW3sp7Pyr6b7

cdn....
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2166
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 09 grudnia 2018, 8:00

Rowerowy Eurotrip 2018 - Dzień 16 - To już jest koniec.... - 29.07.2018

Dziś żadnych fajerwerków nie przewidujemy. W zasadzie mógłbym nawet ten dzień podpiąć pod wcześniejszą część relacji lub nawet całkowicie pominąć. Jednak mam taką swoją regułę, że każdy dzień jest relacjonowany osobno coś na zasadzie pamiętnika.

Nie mam już pomysłów na pokonywanie tego odcinka Republiki Czeskiej ponieważ mam zjeżdżone w tej okolicy niemal wszystko. Dlatego też już poprzedniego wieczora umówiłem się z Grzesiem, że tego ostatniego dnia każdy z nas wyruszy w drogę o dogodnej dla siebie godzinie. Bo przecież i tak po pewnym czasie nasze drogi by się rozeszły ponieważ każdy z nas starałby się dotrzeć do domu najbardziej optymalną dla siebie trasą.

Obrazek

I tak dzisiaj zbieram się wcześnie, bo im szybciej wyruszę tym szybciej dotrę do domu, a może i uda mi się ominąć zapowiadane na dzisiaj burze.

Niezmiennie panuje upał i w sumie nie widzę różnicy czy to południe Europy czy okolice gdzie żyjemy. Wszędzie ostatnio panują wysokie temperatury. Nawet teraz po szóstej rano jest ponad dwadzieścia na plusie.

Ruszam w drogę. Jako, że jest niedziela to nawet na głównej drodze ruch znikomy. Inna sprawa, że za Otorkovicami remontowany jest wiadukt nad torami kolejowymi i większość pojazdów i tak kierowana jest na biegnącą równolegle autostradę. Oczywiście rowerem trzeba sobie jakoś inaczej poradzić ;)

Obrazek

Obrazek

Tym razem postanawiam zatrzymać się na rynku w Přerovie. Dawno mnie tu nie było, z jakieś sześć lat. Ostatnio omijam centrum by jak najszybciej przejechać miasto, a przeważnie i tak wybieram jakąś alternatywną trasę by zupełnie ominąć to miasto. Zwiedzania nie będzie, jadę przez rynek tylko dlatego, że o tej godzinie ruch zerowy i jest po prostu najkrócej ;)

Tam tylko kilka zdjęć i przekraczam rzekę Beczwę /Bečva.Opuszczając miasto w kierunku północnym przemierzam tereny gdzie są duże plantacje chmielu. W Přerovie działa browar Żubr.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przez Ołomuniec zawsze przyjemnie mi się przejeżdżało i choć ruch na drogach już znacznie się wzmógł to lubię tędy jeździć. No może mógłbym czasami pominąć kilkunastokilometrowy odcinek do Šternberka.

Obrazek

W mieście tradycyjnie robię zakupy w Lidlu bo tak naprawdę to jedna z ostatnich możliwości na tej trasie. Przede mną Niski oraz Wysoki Jesionik. Tym razem postanawiam nieco inaczej pojechać aniżeli zwykłem robić. Bardzo lubię wykonywać zdjęcia z drona zamków, a przecież w niewielkiej odległości znajduje się jeden z ciekawszych obiektów w okolicy - zamek Sovinec.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jego początki sięgają pierwszej połowy XIII wieku. W XVII wieku staje się własnością Zakonu Rycerzy Niemieckich, czyli zakonu krzyżackiego, w maju 1945 roku kompleks spłonął i po dzień dzisiejszy trwa jego stopniowa odbudowa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niestety prognozy się sprawdzają. Od północy czyli z kierunku, w którym podążam idzie ogromna nawałnica. Dobrze, że chociaż udało mi się jeszcze polatać zanim zaczęło padać. Szybko pokonuję jeszcze kilka kilometrów w kierunku Rýmařova, ale na totalnym zadupiu dopada mnie oberwanie chmury. Nie mam się gdzie schować. Szybko staram się zabezpieczyć bagaże i jadę dalej. I tak jestem totalnie zgnojony, więc żadna to różnica dla mnie 😂

Za Rýmařovem wychodzi słoneczko i bardzo szybko wszystko schnie. I w sumie to by było na tyle. Jeszcze kilkadziesiąt kilometrów i w o dość wczesnej godzinie jestem w domu. Na tyle wczesnej, że jeszcze po obiedzie mam możliwość by wyskoczyć na Biskupią Kopę na piwo, ale już na pusto bez bagaży ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Podsumowanie:

Jeżeli chodzi o statystyki to nie było jakichś rewelacji. Nie udało się osiągnąć zakładanych 200 kilometrów dziennie. Powiem więcej, to była najsłabsza wyprawa jeżeli chodzi o ten aspekt odkąd jeżdżę na podobne długie wyprawy. I może dlatego nie udało mi się zejść w ogóle z masy ciała podczas tego wypadu bo mój organizm był jednak przygotowany na nieco więcej ;)

Ogólnie całkiem spoko wypad mimo iż trasa nie była zupełnie planowana, a każda decyzja była podejmowana niemal na bieżąco. Równie dobrze w zależności od naszego "widzi mi się" mogliśmy zrobić zupełnie inną trasę od tej którą właśnie przejechaliśmy ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W liczbach wyglądało to tak: 16 dni w drodze 3004 kilometry pokonane, 187 km średnio dziennie. Czas jazdy 149 godz. 31 min. Średnia prędkość 21,26 km/h oraz urobionych 22176 metrów podjazdów.

Nie wiem ile tym razem wydałem podczas całego wyjazdu bo nie kontrolowałem wydatków. Jednak mogę podać małe zestawienie jeżeli chodzi o ilość spożytych płynów bo to tradycyjnie codziennie notowałem.

I tak dla porównania zestawienie moich i Grześka statystyk dotyczących płynów 😅

Grzesiek Woda: - 55-60 litrów
Inne: - 35-40 litrów
Piwo: - 160-170 piw
Wino: - 8,5 l


Robert Woda: - około 69 litrów
Inne: - około 41 litrów
Piwo: - 66 piw
Wino: - nie dotyczy

Jak widać Grzesiu jest znacznie większym pochłaniaczem piw ode mnie ;) Inna sprawa, że mając ostatnio problemy z żołądkiem ilość piw w moim przypadku zmalała.

Jeżeli chodzi o plany na kolejną wyprawę rowerową to takich nie ma i nie będzie. Oczywiście mam jakieś swoje cele, które chciałbym kiedyś zrealizować, ale pewnie co z tego uda się osiągnąć wszystko jak zwykle okaże się w ostatniej chwili.

Galeria: https://photos.app.goo.gl/6smmJPfyXZLrBhiW8

Tym czasem kończę tą przydługawą opowieść ;)
Awatar użytkownika
PiotrekP
Administrator
Administrator
Posty: 7813
Rejestracja: 22 kwietnia 2009, 11:33
Lokalizacja: Świdnica
Kontakt:

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: PiotrekP » 09 grudnia 2018, 16:46

Wyprawa wspaniała, wiele ciekawych miejsc pokazałeś, do których warto się wybrać i zobaczyć w oryginale. Jak dla mnie to dystans zabójczy, dzienna porcja to nie więcej 50-80 km i bez zbytnich podjazdów. Wielki szacun przecież trzeba mieć niezłą kondycję żeby takie odcinki robić i to jeszcze z tak dużymi przewyższeniami.
Góry są piękne i niech takie pozostaną.

Nasze Wędrowanie
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2166
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 10 grudnia 2018, 15:17

PiotrekP pisze:
09 grudnia 2018, 16:46
Wyprawa wspaniała, wiele ciekawych miejsc pokazałeś, do których warto się wybrać i zobaczyć w oryginale. Jak dla mnie to dystans zabójczy, dzienna porcja to nie więcej 50-80 km i bez zbytnich podjazdów. Wielki szacun przecież trzeba mieć niezłą kondycję żeby takie odcinki robić i to jeszcze z tak dużymi przewyższeniami.
Dzięki Piotrze :)

W tym roku wyjątkowo długo trwało pisanie przeze mnie tej relacji, ale w końcu dobrnąłem do końca ;)
Awatar użytkownika
Kovik
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1517
Rejestracja: 18 maja 2010, 22:59
Lokalizacja: Stalowa Wola / Warszawa
Kontakt:

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Kovik » 11 grudnia 2018, 15:18

z zapartym tchem na raty przeczytałem relację i w jej trakcie zastanawiałem się ile tych piw będzie na koniec. Przyznam że zawiodłem się na Twojej ilości - myslałem, że będzie cos w okolicach setki. Mimo to jestem pod wielkim wrażeniem. Chcemy więcej
http://gorolotni.blogspot.com

Życie zaczyna się po trzydziestce
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2166
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 04 stycznia 2019, 15:38

Śnieżnik - dzień świtaka - 29-30.09.2018

W końcu postanowiłem wybrać się w tym roku rowerem w Masyw Śnieżnika. Celem jest spędzenie nocy na najwyższym szczycie Sudetów Wschodnich po polskiej stronie, czyli na Śnieżniku. Przy okazji można zaliczyć zachód oraz wschód słońca ;) Dodatkowo u podnóża weekend ze znajomymi spędza Artur, z którym umawiam się na niedzielny poranek.

Obrazek

Oczywiście jak to ostatnimi czasy u mnie ciężko jest mi się wcześnie zebrać do drogi. Wyjeżdżam dopiero około południa. Aparat wyciągam jeszcze później bo o drugiej po południu. Tak sobie tym razem postanowiłem, że przejadę to pasmo górskie od południa. Jadę więc z Brannej na Vikantice i Habartice. Tam dopiero pierwszy postój. Kilka fotek z poziomu gruntu.....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

....kilka fotek z powietrza.....

Obrazek

Obrazek

Za początek konkretnego podjazdu uważam szlak żółty w miejscowości Vysoka. Trochę po trasach rowerowych, trochę po szlakach pieszych docieram do granic rezerwatu.

Obrazek

Jest tu zakaz jazdy rowerem(zresztą i tak byłby problem z jazdą, więc i tak prowadzę dalej rower). Niebieskim szlakiem docieram na szczyt Podbělka i niewiele dalej na inny - Sušina.

Obrazek

Obrazek

Tak jak wcześniej pisałem zbyt późno wyjechałem z domu i teraz są marne szanse zdążyć na zachód słońca na Śnieżnik. Postanawiam schować gdzieś w okolicy szczytu Sušina rower i dalej już pieszo. Słońce już nisko i otocznie zalewa cieplutkie światło.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wiedząc, że nie zdążę na zachód słońca nie forsuję tempa. Przez szczyt Stříbrnická schodzę na przełęcz pod szczytem. Kawałek czerwonym szlakiem i z okolic Frantiskovej chaty robię skrót do "słonia" po całkiem dobrze widocznej ścieżce.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na szczyt Śnieżnika docieram dość sporo po zachodzie słońca. Zaczynam się bawić sprzętem foto. Już chyba wszystko obfotografowałem ze szczytu i to zarówno cieplejszą porą roku jak i zimą. Ciężko więc jest wymyślić coś nowego.

Nim jeszcze jest widoczna poświata na zachodzie to skupiam się właśnie na tamtym kierunku. Warunki widocznościowe trafiałem tu już znacznie lepsze, ale i teraz nie jest źle ;)

Obrazek

Obrazek

Karkonosze całkiem dobrze widoczne, podobnie jest ze światłami odległych miast na terytorium Republiki Czeskiej jaki i Polski....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

O ile za dnia było fajnie cieplutko tak teraz w środku nocy temperatura spada wyraźnie poniżej zera. Na szczęście czynnika chłodzącego czyli wiatru brak.

Obrazek

Noc przede mną długa. Bawię się w długie czasy naświetlania...

Obrazek

Było też wiele prób z autoportretem. Chcąc mieć na jednym ujęciu zarejestrowaną swoją postać oraz Drogę Mleczną trzeba być nie lada cierpliwym. Zanim końcowy efekt był zadowalający minęła dobra godzina i kilkanaście powtórzeń ;)

Obrazek

Obrazek

Zaczyna mi doskwierać pragnienie i też odczuwam mały głód, a ja jak na złość wszystko w pośpiechu pozostawiłem w sakwach na rowerze :/

Dostaję wiadomość od Artura, który wyruszył na szlak. Umawiamy się, że zejdę w okolice schroniska na hali pod Śnieżnikiem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Następnie wspólnie wracamy na szczyt. Po drodze spotykamy dwójkę turystów schodzących ze szczytu do schroniska. Okazuje się, że to kolejny znajomy, Piotrek. Jeszcze przed wschodem spotkamy się ponownie na szczycie. Tam już jaśnieje horyzont...

Obrazek

Obrazek

Sesja foto na całego.

Obrazek

Obrazek

Widać również Karpackie pasma z najbardziej odległym Klakiem(188 km).

Obrazek

Otoczenie nabiera kolorów, a przed samym wschodem docierają Piotrek z Dominiką.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Siedzimy na szczycie jeszcze chwilę i wszyscy idziemy do schroniska na zasłużone śniadanie. Próbuję puścić drona, ale ten odmawia posłuszeństwa, więc tylko kilka zdjęć i ląduje na dłuższy czas w plecaku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W schronisku siedzimy długo, bardzo długo. W sumie to nie ma się gdzie śpieszyć ;)

Artur schodzi już na dól, a my ponownie na szczyt. Tam chwila podziwiania widoków i już każdy schodzi w swoją stronę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ja uderzam zielonym na przełęcz pod Stříbrnicka.

Obrazek

Obrazek

Tą samą trasą, ale w przeciwnym kierunku docieram do pozostawionego gdzieś w lesie roweru ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pozostawione piwo w sakwie nieźle się przez noc schłodziło ;)

Z Sušiny zjeżdżam trochę po szlaku pieszym, trochę po wyznaczonych szlakach rowerowych ale również były odcinki poza szlakowe. W masywie jest poprowadzonych wiele dróg technicznych dzięki którym poznałem nowe okolice.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Planowo docieram do chaty Návrší. Wewnątrz jeszcze nigdy nie byłem, więc teraz planowałem wstąpić na obiad. Zdążyłem niemal w ostatniej chwili bo restaurację zamykają o dość wczesnej godzinie. Jedzenie natomiast smaczne i w przyzwoitych cenach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No i cóż pozostaje wrócić kilkadziesiąt kilometrów do domu. W taką pogodę to sama przyjemność. Chcąc jeszcze wykorzystać dzień robię przeloty Igorem w okolicy Starego Miasta pod Śnieżnikiem oraz Brenną.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No i to by było na tyle z tego wypadu rowerowo-pierszego. Teraz pozostaje poczekać na jakieś fajne zimowe warunki i postaram się odwiedzić masyw kolejny raz ;)


A i tradycyjnie galeria: https://photos.app.goo.gl/BfTwGyEvE3gXvssM7
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2166
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 06 stycznia 2019, 21:21

Pradziad dzień Świtaka + Serak - 01.11.2018

I co tu ze sobą zrobić gdy trafia się dzień wolny ? Oczywiście wybyć gdzieś w teren ! Jak ja się cieszę, że mam góry tak blisko ! ;)

Obrazek

Kuba wpada na pomysł by zaliczyć wschód słońca na Pradziadzie i ja jestem za tym choć początkowo myślałem o czym innym. Tak się składa, że wschodu na najwyższym szczycie Sudetów Wschodnich nie miałem okazji widzieć od stycznia, więc już dość sporo czasu mineło. Jak na tą porę roku ma być wyjątkowo ciepło, nawet na wysokości ponad 1400 metrów n.p.m. Problemem może być zapowiadany bardzo silny wiatr.

Z dolnego parkingu ruszamy przed północą. Jedziemy nieśpiesznie. Tu w lesie nie czuć tych mocnych podmuchów wiatru, ale ewidentnie bardzo mocno duje. Na Ovcarni planowa sesja foto, dość długa bo i czasu mamy sporo. Spora odległość nas dzieli od wieży nadajnika zlokalizowanego na szczycie, a mimo to bardzo wyraźnie słychać jak gwiżdże tam wiatr.

Obrazek

Obrazek

Nawet się nie obejrzeliśmy jak gdzieś nam wsiąkła godzina czasu. Jedziemy na szczyt. Coraz bardziej odczuwalne są podmuchy wiatru. Jednak tym razem są nam bardzo pomocne bo wieje w plecy. Tak mocno, że czasami nie trzeba kręcić by jechać pod górę !

Obrazek

Kuba jedzie na szczyt się schować, a ja postanawiam koczować w kosodrzewinie ;)

Obrazek

Obrazek

Świt to dla mnie najpiękniejsza pora dnia. Nawet dzisiaj przy w sumie i tak kiepskiej widoczności jaśniejący horyzont jest najciekawszy....

Obrazek

Obrazek

Nie chce mi się nigdzie ruszać bo tu akurat jestem dobrze osłonięty od porywistego wiatru. Jeszcze tylko kilka zdjęć i o wschodzie słońca, który był marniutki udaję się na szczyt. Wiatr tak mocno wieje, że nie jestem w stanie podjechać i z wielkim trudem wpycham rower na szczyt.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na szczycie Kuba próbuje utrzymać równowagę. Jest też Tobiasz z kolegami, z którym umówiłem się na ten wschód słońca. Dziś jednak nie ma żadnych widoków dalekoobserwacyjnych, ale chłopaki mieli całkiem niezłą zabawę z tym wiatrem. Myślę, że spokojnie podmuchy przekraczały 100 km/h.

Obrazek

Dużo czasu spędzamy w holu wieży na dyskusjach, a potem jeszcze więcej w restauracji przy śniadaniu ;)

Obrazek

W końcu jednak przychodzi pora by się ewakuować ze szczytu. Wiatr jakby odrobinę zelżał, ale zjazd przysparzał niesamowicie dużo problemów. Dopiero od Ovcarni jest lepiej i aż ciekawe, że dziś nie spotkaliśmy żadnego powalonego drzewa !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przychodzi pora na drugi punkt dzisiejszego wypadu. Przemieszczamy się do miejscowości Bela pod Pradziadem i jedziemy na Serak. Jest niesamowicie ciepło !

Obrazek

Obrazek

Im jesteśmy wyżej tym wiatr ponownie daje o sobie znać. Jednak poza kilkoma konarami na drodze jest całkiem bezpiecznie. Zatrzymujemy się na moment nad Keprnickim potokiem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zdobywamy szczyt.

Obrazek

Obrazek

A tam rozczarowanie bo schronisko czynne tylko piątek, sobota i niedziela. A dzisiaj mamy czwartek !

Obrazek

Obrazek

Jednak po pewnym czasie wychodzi gdzieś z kosodrzewiny gościu umorusany błotem i się pyta czy chcemy coś ciepłego. Otwiera nam i nas wpuszcza do środka. Możemy się napić ciepłej herbaty i co najważniejsze piwa !
Siedzimy tak dość długo. Z możliwości schowania się przed wiatrem korzysta również rodzinka z polski. Bo w sumie w Czechach jest dziś normalny dzień, a my mamy dzień ustawowo wolny.

Po kilku piwach pora na zjazd i udanie się do domów. Niestety mimo szczerych chęci nie udało się nam nigdzie znaleźć czynnej knajpy gdzieś moglibyśmy cokolwiek zjeść :/

No i dzień w sumie całkiem udany chociaż czy uda mi się jeszcze zobaczyć z Jesioników szczyty Tatrzańskie ? Już od dwóch lat nie miałem takiej okazji mimo, że bywam w górach bardzo często......

Album: https://photos.app.goo.gl/L69ygJCx4wjU4H937
Awatar użytkownika
Robert J
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 2166
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:35
Lokalizacja: Charbielin

Re: Rowerowe wycieczki Roberta J

Post autor: Robert J » 14 marca 2019, 18:20

Południowe Morawy - 18/19.08.2018

Druga połowa sierpnia i dzień jeszcze dość długi, prognozy pogody są bardzo dobre i wypadałoby wyskoczyć na jakiś dwudniowy trip rowerowy ;) Chcąc szybko przeskoczyć przez Jesioniki wyruszam w nocy. Jest bezchmurne niebo, a o świcie wyjątkowo daje o sobie znać chłód. Ubieram na siebie wszystko co zabrałem, a tym razem poszedłem na minimalizm i bagaży mam niewiele....

Wschód słońca zastaje mnie w okolicy Uničova. To miasto podobnie jak Litovel i Ołomuniec dzisiaj ominę tak by jak najszybciej dotrzeć bardziej na południe.

Obrazek

Obrazek

Nad jeziorem Chomutovskim postanawiam zrobić sobie przerwę śniadaniową. Fajna miejscówka dla osób mających cierpliwość w fotografii ptactwa. Stoi tam nad brzegiem niewielka wieża, ale akurat śpi na niej jakaś młoda para ;)

Obrazek

Obrazek

Omijam wszystkie większe miasta. Zupełnie nieznanymi mi do tej pory drogami docieram do miejscowości Kralice na Hané. Znajduje się tu niczym niewyróżniający się barokowy pałac. Obecnie jest tu jakiś hotel czy coś w tym stylu. Przed pałacem pomnik upamiętniający poległych w obu wojnach światowych.

Obrazek

Obrazek

Zrobiłem mały błąd nawigacyjny i pojechałem na Němčice nad Hanou. Nie tędy chciałem jechać, ale już nie będę wracać i uderzam przez samo centrum bo i tak trzeba mi zrobić jakieś zakupy. Słupek rtęci wędruje coraz wyżej i trzeba się pilnować by się nie odwodnić. Na dziś zapowiadają temperaturę przekraczającą sporo 30 stopni.
W miasteczku całkiem ładny ryneczek. Kompletnie żywej duszy.

Obrazek

Obrazek

Na okolicznych wzniesieniach trwają prace w polu po niedawno skończonych żniwach. Trzeba też się nawodnić ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Znacznie ciekawsze w zabytki są sąsiednie Mořice. Miejscowość darował zakonowi Paulinów w 1633 roku książę Maksymilian von Liechtenstein. Tutejszy empirowy pałac swój wygląd otrzymał po przebudowie wcześniejszego, który spłoną w 1807 roku. Przez 150 lat gdy majątkiem tym władali Paulini wybudowano jeszcze barokowy kościół św. Marcina oraz ustawiono kilka figur świętych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po niespełna dwóch kilometrach jazdy w kierunku miasta Vyskov kolejny pałac w Nezamyslicach. Ten obiekt również pochodzi z XVIII wieku. Tuż obok stoi przyległy kościół św. Wacława.Po drugiej stronie budynek fary.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I ponownie nie zdążyłem się rozpędzić jak trafiam do Ivanovic na Hané. Główna droga przebiega przez centrum i wszystkie najcenniejsze obiekty są zlokalizowane w jej okolicy. Ratusz, kościół św. Andrzeja i pałac.

Obrazek

Troszku bardziej schowany jest kościół husycki. W przeszłości była to synagoga.

Obrazek

Obrazek

W Vyskovie mam też kilka rzeczy, które chciałem zobaczyć. np. tamtejszy pałac.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przede wszystkim moim celem na tą wycieczkę był Slavkov u Brna. Wiele razy tu byłem, ale nigdy nie było za bardzo czasu by się zatrzymać. Nic też dziwnego bo przeważnie miało to miejsce w nocy i to całkiem pod koniec jazdy danego dnia. Teraz podjeżdżam pod tamtejszy piękny barokowy pałac.

Pierwsze pisemne wzmianki o pałacu pochodzą z XIII w. kiedy to zakon krzyżacki postawił tu swoją twierdzę. W późniejszym okresie wokół obiektu powstało niewielkie miasto. Na początku XVII wieku dawny zamek przebudowany został w okazałą renesansową rezydencję, która później z kolei przekształcona została w barokowy pałac.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu na południu Moraw panuje niesamowita susza. Trawniki kompletnie wyschnięte.

Uruchamiam pierwszy raz dzisiaj drona...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Samo centrum też niczego sobie. Ładne, zadbane kamienice. Jednak nie myślałem by długo się tu kręcić. W oczekiwaniu na słońce dość sporo czasu spędziłem w parku przypałacowym i teraz już powoli zaczyna mnie czas gonić.

Obrazek

Obrazek

Najbardziej na południe wysuniętym miejscem, które chciałem odwiedzić jest Palava. Najwyższym wzniesieniem tego niewysokiego pasma jest Devin. Już z daleka widoczny.

Obrazek

Przez Hustopeče docieram nad zalew novomlynsky. Po drodze w miejscowości Starovičky przy drodze stoi drugowojenny pomnik w postaci czołgu T34.

Obrazek

We wspomnianym wcześniej zalewie stan wody niski, a jej kolor i zapach na pewno nie zachęcają do kąpieli ;)

Obrazek

Obrazek

Docieram do Pavlova, który leży już na zboczach Palavy. Nad miasteczkiem natomiast góruje wzniesienie z ruinami zamku Děvičky.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Początkowo chciałem podjechać pod ruin, ale raz, że było bardzo stromo(właściwie to były szerokie schody), a dwa, że w rezerwacie tym jest zakaz jazdy rowerem. Czasu miałem do końca dnia niewiele i nie widziało mi się za bardzo spacer tam w obuwiu kolarskim.... , ale od czego jest Igor !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na Devinie kiedyś spędziłem noc. Dość dawno już to było. Z góry widać dobrze jaki syf jest obecnie w zalewie.

Obrazek

Obrazek

Jadę w kierunku Mikulova. Ciężko się podjeżdża w takim upale.

Nad Klentnicami znajdują się ruiny kolejnego zamku. Sirotčí hrádek został wybudowany w XIII wieku, a już pod koniec XVI wieku stał opuszczony. Tutaj ze względu na niewielką odległość do pokonania podjeżdżam pod ruiny. Właściwie to wprowadzam rower po tej stromiźnie ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sam Mikulov miałem pominąć, ale jednak wypadałoby zrobić jeszcze jakieś zakupy dzisiaj. Postanawiam, więc że zrobię sobie zachód słońca. Na zboczu szczytu Turold znajduje się geopark w dawnym kamieniołomie, a tuż obok sporych rozmiarów hałda gdzie wyczekuję ostatnich promieni słońca. Słońce jednak nie za bardzo dzisiaj chce współpracować ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po zachodzie słońca zjeżdżam do miasta na zakupy i już główną drogą lecę w kierunku Brna. Odbijam jednak bardziej na zachód by poruszać się podrzędnymi drogami. Tak trafiam do Dolnych Kounic. Trochę już nieprzespana noc i zmęczenie dają o sobie znać. Do tego jeszcze wybrałem taką drogę, która pnie się masakrycznie stromo w górę. Pod szczytem wzniesienia Babi hora decyduję się zatrzymać na noc. Rozwieszam hamak między drzewami, ale nie mogę zasnąć jest tak strasznie duszno. Nad ranem termometr wskazuje 26 stopni ! To będzie kolejny upalny dzień, więc staram się wyruszyć wcześnie. Jednak te krótkie i strome podjazdy robią swoje i kilometrów powoli przybywa.

Około siódmej docieram Rosic. Dopiero gdy dotarłem pod tamtejszy pałac zdałem sobie sprawę, że już tu kiedyś byłem. Obiekt pochodzi z okresu renesansu. Wówczas przebudowano stojący w tym miejscu zamek na rezydencję.

Obrazek

Obrazek

Jeżeli o tak wczesnej godzinie temperatura przekracza trzydziestkę to ciekawe co będzie popołudniu ? Nawet nie chciałem o tym myśleć.
Trochę podrzędnymi drogami, trochę wyznakowanymi trasami rowerowymi docieram do zamku Veveří. Tego typu obiekty bardzo ciekawie wyglądają z góry. Ostatnio coraz bardziej zaczynam przekonywać się do takiej fotografii ;)

Obrazek

Obrazek

Zamek Veveří pochodzi z przełomu XII i XIII wieku i jest ulokowany na malowniczym cyplu w zakolu rzeki Svratka. Jest jednym z największych kompleksów zamkowych na Morawach.

Obrazek

Obrazek

Leśną trasą rowerową jadę w kierunku Tišnova. Wybór najlepszy nie był bo straciłem sporo czasu na pokonanie tej dość trudnej na rower z bagażami drogi. Bardzo mnie tam wytrzęsło ;) W Tišnovie najważniejsza rzecz to zakupy. Oczywiście na ryneczek też zawitałem.

Obrazek

Obrazek

Dosłownie o przysłowiowy "rzut beretem" w Předklášteří znajduje się Klasztor Porta Coeli (Brama Niebios) jest jednym żeńskim klasztorem i jednym z najważniejszych zabytków w Republice Czeskiej. Założony przez królową Konstancie, wdowie po Przemysławie Ottokarze I w 1233 roku.

Obrazek

Obrazek

Bogato zdobiony portal jest unikalnym dziełem sztuki gotyckiej w tej części europy.

Obrazek

Obrazek

Niestety wewnątrz nie wolno robić zdjęć. Nawet nie próbowałem bo właśnie odbywało się nabożeństwo. Jadę dalej. Moim kolejnym przystankiem będzie Pernštejn. Gdzieś po drodze przechodzi niewielka burza. Przeczekuję ją korzystając z okazji robię przerwę obiadową. Przejeżdżam przez Doubravník.

Obrazek

Obrazek

Podobnie jak w przypadku zamku Veveří tak i teraz chciałbym zrobić kilka ujęć z drona Pernštejnu. Wyszykuję jeden punkt widokowy na zamek, z którego będę mieć dobry widok i możliwość wystartowania Igorem.

Obrazek

Pernštejn to okazała średniowieczna warownia. Powstała prawdopodobnie w drugiej połowie XIII wieku. Od XVI wieku kiedy to nastąpiła ostatnia większa przebudowa trwa w niezmienionej formie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ten lot niestety zakończył się rozbiciem drona o korony drzew.... Jak nazłość straciłem łączność wizualną na telefonie(gówniany i słaby model, często się to zdarza). Dodatkowo pokłady energii były na wyczerpaniu i było tylko tyle by wrócić. Igor spadł mi z około 20 metrów po zderzeniu ze świerkiem i stracił wszystkie śmigła. Za to jak upadł i leżał na plecach to wróciła wizja. Teraz musiałem jeszcze go odnaleźć w gęstym lesie kilkaset metrów od miejsca gdzie stałem. Poza wspomnianymi śmigłami wszystko wydawało się ok, ale sprawdziłem to dopiero kilka godzin później będąc już w Sudetach.

Pogoda ponownie straszy burzami. Trochę przez ten incydent z dronem odeszły mi chęci do czegokolwiek. Jadę starając się ograniczać postoje do minimum. Chciałem jechać przez miejscowość Vir, ale droga zamknięta ze względu na remonty i nie chciało mi się już za bardzo kombinować i pojechałem na Bystre. Niewielki deszcz przeczekuję na stacji paliw.

Obrazek

Miasteczko całkiem ładne. Zaduch panujący w powietrzu spowodował, że oprócz jednej pani siedzącej na przystanku nie spotykam nikogo !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No dobra robi się coraz później, a do domu jeszcze niesamowicie dużo kilometrów. Możliwie najbardziej jak to możliwe skracam trasę na Svitavy. Już nie kombinuję i główną drogą lecę w kierunku Gór Orlickich. Trasę znam i jedzie mi się bardzo dobrze bo jest niemal płasko, a do tego wiatr dość mocno pomaga ;)

Chmury burzowe gdzieś znikają i wypogadObrazekza się. Słońce będzie mi towarzyszyło już do końca dnia, a ten chyli się i tak ku końcowi. Przez Tatenice jadę wymagającą trasą na Cotkytle i dalej na Štíty.

Obrazek

Obrazek

Przełamuję się i uruchamiam Igora chcąc się upewnić, że z nim wszystko w porządku. Po wymianie śmigieł na nowe robię test. Wygląda, że jest w porządku. Jedzie mi się już znacznie raźniej. Z racji iż trasę pokonywałem wielokrotnie, a od Hanušovic jest już zupełnie ciemno. Przerw już nie robię.

Obrazek

Obrazek

I tak w sumie po przeszło 550 kilometrach i upalnym weekendzie spędzonym na rowerze docieram po 23 do domu.

Obrazek

Obrazek

Galeria: https://photos.app.goo.gl/zZuQJ3Z62B9UWgZK8
Odpowiedz