Co się wydarzyło na Dhaulagiri (1960, 2009) ?

W tym dziale rozmawiamy o górach z całego świata oraz przedstawiamy nasze relacje i zdjęcia z wycieczek zagranicznych. Również tu możesz zapytać o przygotowania, problemy i trudności przy organizowaniu wypraw zagranicznych.

Moderatorzy: adamek, PiotrekP, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Dariusz Meiser
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1920
Rejestracja: 16 stycznia 2008, 10:40
Lokalizacja: Tarnowskie Góry
Kontakt:

Co się wydarzyło na Dhaulagiri (1960, 2009) ?

Post autor: Dariusz Meiser » 10 listopada 2015, 12:42

Długo się zastanawiałem, gdzie umieścić moje refleksje na temat Białej Góry.
Postanowiłem założyć osobny wątek, a reszta w rękach Mode :).

Właśnie skończyłem lekturę kolejnej, po "Dhaulagiri zdobyty" Jerzego Hajdukiewicza, książki poświęconej tej Górze, czyli "Białą Górę" Adama Skoczylasa.
Obaj autorzy opisują w swoich książkach koleje losu szwajcarskiej wyprawy, która w maju 1960 roku jako pierwsza (a ósma w ogóle w ten masyw) zdobyła wierzchołek Dhaulagiri.
Zarówno Hajdukiewicz (lekarz wyprawy) jak i Skoczylas brali udział w tej wyprawie, chociaż na szczyt nie weszli.
Interesującym doświadczeniem było porównanie opisywanych przez obu autorów wersji tych samych wydarzeń, w których uczestniczyli.
Było to równie ciekawe jak konfrontacja opisu wyprawy francuskiej z 1955 na Makalu (pierwsze wejście), opisanej zarówno przez Jeana Franco w książce pod banalnym tytułem "Makalu" jak i Lionela Terraya w "Niepotrzebnych zwycięstwach" - tutaj obaj autorzy na szczyt weszli.

Czytając "Białą Górę" Skoczylasa trafiłem na fragment, który sprawił, ze włos mi się na głowie zjeżył (str. 273).
Skoczylas odebrał właśnie listy, a w jednym z nich dotarła do niego informacja o śmierci w tatrzańskiej lawinie dwóch jego serdecznych przyjaciół:
"Wstałem więc i kroczę zamaszyście prosto przed siebie, jak gdyby cokolwiek można było zostawić przy stercie zmiętych listów. Obóz oddalał się ode mnie, lecz miękkie gardło niosłem ze sobą.
- Adamsahb – usłyszałem naraz tuż za uchem.
Odwróciłem się. Ang Dawa III. Staliśmy twarzą w twarz, dopóki nie podał mi liny i nie rzekł, abym się związał, bo ukrytych szczelin jest tu aż za dużo."

Cóż takiego szczególnego, zapytacie ?
Otóż do jednej z takich szczelin, w okolicach tego obozu w 2009 roku (niemal 50 lat później) wpadł i zginął Piotr Morawski, którego sylwetki chyba nie muszę tu przedstawiać ...

Przypadek ? Niezwykły zbieg okoliczności ? Przeznaczenie ?
Każdy ma prawo do swojej własnej prawdy.
Tolerancja dla niejednoznaczności.
Awatar użytkownika
Malgo
Turysta
Turysta
Posty: 1676
Rejestracja: 27 września 2010, 18:04
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Malgo » 13 listopada 2015, 13:57

Ja przypadkowo dzisiaj pożyczałam koleżance "Od początku do końca" Olgi i Piotra Morawskich. Piotr to jak dla mnie nieodżałowany himalaista, ciężko pogodzić się z faktem, że akurat jemu taki był pisany los :(
Niemniej jednak historia, o której piszesz (maj 1960 r.) jest mi zupełnie obca...
"(...) Rozmiłowana, roztęskniona,
Schodzi powoli od miesiąca
Zamykać Tatry w swe ramiona (...)"
https://get.google.com/albumarchive/101 ... 1781546915
Awatar użytkownika
Dariusz Meiser
Członek Klubu
Członek Klubu
Posty: 1920
Rejestracja: 16 stycznia 2008, 10:40
Lokalizacja: Tarnowskie Góry
Kontakt:

Post autor: Dariusz Meiser » 14 listopada 2015, 21:48

Mnie również ciężko było się pogodzić ze śmiercią Piotra.
Był himalaistą, któremu zawsze z całego serca mocno kibicowałem.
Może to trochę sentymentalne, ale dokładnie pamiętam ten dzień i chwilę, gdy dowiedziałem się o Jego śmierci.
Jechałem wtedy samochodem do mojej księgowej, zjeżdżałem właśnie północno-zachodnim zjazdem z obwodnicy Tarnowskich Gór, w radiowej Trójce o pełnej godzinie podawano informacje.
Jako pierwszą właśnie tą o śmierci Piotrka ...

A co do historii zwycięskiej wyprawy z 1960 roku to warto poczytać.
Jest tam kilka ciekawych smaczków - zwłaszcza w "Dhaulagiri zdobyty" Hajdukiewicza.
Zaraz na początku opisuje niezłe świństwo - bo tak to trzeba nazwać - jakie Polakom zrobili Szwajcarzy ...
Tolerancja dla niejednoznaczności.
Odpowiedz